Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w Fatale #15-19.
Seks, narkotyki, rock and roll i rytualne morderstwa spotykają się w najdziwniejszym i najbardziej ekscytującym tomie serii Fatale. Nicolas Lash stracił wszystko, kiedy spotkał Josephine. Od tej pory maniakalnie jej poszukuje – kolejny trop prowadzi do Seattle. Oto opowieść z lat 90. XX wieku – tragiczna historia grunge’owej kapeli i pięknej kobiety cierpiącej na amnezję. Czy stanie się muzą artystów? A może będzie kimś więcej? I jak poradzi sobie z psychopatycznym mordercą, który poluje na nią od dziesięcioleci?
Autorzy serii, scenarzysta Ed Brubaker (Velvet, Fade Out, Criminal, Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz, Catwoman: Na tropie Catwoman, Gotham Central) i rysownik Sean Phillips (Criminal, Hellblazer, 7 Psychopaths, Marvel Zombies) nie przestają zaskakiwać.
03.2016
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
128
49,00 zł
9788361319658
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Kolejny tom i kolejne zachwyty, ale czy mogło być inaczej? Podchodzę do każdej kolejnej części na pewniaka i o zawodzie rzeczywiście nie ma mowy. Ten twórczy duet nie zawodzi na żadnej linii.
Patrząc z perspektywy przeczytanych już albumów, w serii „Fatale” bardzo ważnym elementem jest dobór czasoprzestrzeni, które Ed Brubaker wybiera na miejsce kolejnych wydarzeń. W gruncie rzeczy każdy tom to inny czas, inna miejscówka, ale z reguły ta sama historia. „Modlitwa o deszcz” przenosi nas do Seattle roku 1995. Trafiamy do stolicy światowego grunge`u, a macki szaleństwa w postaci hipnotycznej Josephine dotykają tym razem muzyków grupy „Amsterdam”. Bo czyż jest możliwe, żeby jakiś facet mógł się oprzeć jej demonicznemu urokowi? Nie ma szansy. A gdy Jo trafia do miejsca, gdzie wokół niej kręci się czterech mężczyzn, to już wiadomo, że nic dobrego z tego nie wyniknie.
Najważniejszym jednak w tym tomie jest wyraźne skorelowanie głównego wątku związanego z historią Nicolasa Lashe`a z ukazanym retrospektywnie wątkiem muzyków rockowych. Fabuła się zagęszcza i wyraźnie kieruje w stronę wielkiego finału, który nadejdzie już niebawem. Czytelnikowi pozostaje tylko zachwycać się nad mistrzowskim sposobem prowadzenia narracji. Zresztą graficznie to też mistrzostwo, więc możliwości zachwytów jest tu co niemiara.
Tak sobie myślę, że dla mało cierpliwych czytelników seria „Fatale” w momencie jej wydawania musiała stanowić trudne wyzwanie. Chęć poznania dalszych losów mogła być zdradliwa niczym aura towarzysząca Josephine. Na mnie na szczęście ostatni tom i bardzo oczekiwany finał już czekają.
Jestem przekonany, że w gruncie rzeczy nie mam kogo nakłaniać do poznania tego albumu, bo jeśli przeczytaliście wcześniejsze tomy, to jesteście już omamieni i nie ma dla Was ratunku. A jeśli jeszcze jakimś cudem nie czytaliście „Fatale”, a macie taką możliwość, to czym prędzej zaczynajcie. A ja ze swojej strony proponuję do lektury tomu 4 włączyć sobie gdzieś w tle pierwszy album Nirvany albo Pearl Jam. Uwierzcie, do tej historii pasują jak ulał.