Moce radioaktywnego renegata zaczynają wyrywać się spod kontroli. Geiger staje się śmiertelnym zagrożeniem dla siebie, swoich przyjaciół i niewinnych ludzi. Szansa na wybawienie pojawia się niespodziewanie, z najbardziej nieoczekiwanej strony… Czy Ashley Arden, Świecąca Kobieta, zdoła nauczyć Geigera sposobów kontrolowania wylewającego się z niego światła?
Cykl Bezimienni, do którego zalicza się Geiger, to obok Energon Universe jeden z najciekawszych i najdynamiczniej rozwijających się nowych komiksowych uniwersów. Doświadczeni twórcy stojący za tym projektem są gwarantem rozrywki na najwyższym poziomie. Każdy kolejny tom podnosi poprzeczkę. Nasze wydanie trzeciego tomu Geigera jest wydaniem zbiorczym, zawiera materiały, które oryginalnie trafiły do tomów 3 i 4.
27.05.2026
I
Kolor
Miękka
170x260 mm
240
109,90 zł
9788367725941

Trochę trudno mi uwierzyć, że od premiery pierwszego tomu “Geigera” minęły już trzy lata, szczególnie że mam wrażenie, iż wciąż jesteśmy w fazie wstępnej zarówno tej fabuły, jak i projektu uniwersum Bezimiennych zainicjowanego przez Geoffa Johnsa.
Te trzy lata oznacza u nas wydanie trzech zbiorczych tomów “Geigera”, dwóch “Red Coat” i jednego, najkrótszego z nich, w postaci “Junkyard Joe”. To nawet nie połowa wymienionych przez Johnsa bohaterów wchodzących w skład Bezimiennych, ale trzeba się cieszyć z tego co jest. Zwłaszcza że to budowanie uniwersum od podstaw, trzy lata temu ujęło mnie podczas lektury pierwszego “Geigera”, powiększonego wtedy o grubaśny zeszyt specjalny, w którym Johns powstawiał różne, zagadkowe elementy swojego świata. Trzy lata później zbytnio się do przodu nie posunęliśmy, ale za to w najnowszym tomie dostaliśmy chyba najciekawszą jak dotąd historię w tej serii. A nawet dwie, biorąc pod uwagę rozpoczynającą niniejszy tom opowieść.
W drugim tomie, główny bohater Tariq Geiger, razem ze swoja powiększającą się drużyną ruszył na poszukiwania innego Świecącego Człowieka, którego ponoć dawny znajomy Tariqa, doktor Mołotow, wyleczył z jego promieniotwórczej dolegliwości. Dzięki Nuklearnemu Rycerzowi i jednej zmutowanej zebrze wokół Tariqa i jego wilka Barneya zrobiło się jakby milej, śmieszniej, choć nie mniej dramatycznie. Bo w “Geigerze”, postapokaliptycznej opowieści drogi zawsze dużo się dzieje, na tyle, że większość akcji zazwyczaj wpada w otchłań czytelniczej niepamięci. Ale to na szczęście ten typ komiksowej serii, której ponowna lektura przy okazji ukazania się najnowszego tomu sprawia sporo przyjemności.
Tariq i spółka podążają zatem do Lewistown w poszukiwaniu Ashleya Ardena, który, jak podaje okładkowy opis, okazuje się być Świecącą Kobietą. Zanim jednak na swojej drodze spotkają Ashley Arden, dzięki uratowaniu pewnej grupki dzieciaków z opałów trafiają na odcięte od apokaliptycznego świata miasteczko, które wygląda tak, jakby nic się w nim nie zmieniło. Grover’s Corner to miejsce, które wydaje się być zbyt idylliczne i szczególnie Tariqowi szybko przestaje się w nim podobać, głównie z powodu pewnego oczywistego nawiązania do “451 stopni Fahrenheita”. A to tylko początek zamieszania - bo do gry wkracza ścigający Geigera nowy władca w panteonie Las Vegas. I zaczyna się dziać.
Tę część komiksu rysuje Paul Pelletier, którego kreska nie jest tak wyostrzona i precyzyjna jak ta Gary’ego Franka, choć niewątpliwie ma swój urok. Niemniej, kiedy za stery historii wraca jej podstawowy rysownik, wszystko od razu nabiera wyrazu i znaczenia. Gary’ego Franka lubię od czasu “Midnight Nation”, bo jego realistyczna kreska ma w sobie moc i nadaje rozrywkowej fabule coś w rodzaju stempla dojrzałości - oto dzieją się rzeczy doniosłe myślimy, kiedy Geiger w koncu na swej drodze spotyka Świecącą Kobietę. I to spotkanie wybrzmiewa znakomicie, właśnie dzięki rysunkom Gary’ego Franka. Ale może jeszcze słowo o Geoffie Johnsie.
Lubię czytać jego fabuły, bo zwykle się przez nie płynie bez przeszkód, ale po fakcie w większości szybko wyparowują z głowy (jak seria “Batman. Ziemia 2”). Rozumiem też różne ambicje Johnsa, które realizował w DC, w szczególności jego ambitna porażkę w postaci “Zegara zagłady”. Facet chciałby dowieźć coś, co na zawsze zostanie w pamięci i będzie otoczone kultem, ale jest przede wszystkim rzemieślnikiem i do Alana Moore’a mu daleko. Jednak nie ustaje w staraniach i czuć, żę potrzebował czegoś swojego, odrębnego od superbohaterskich uniwersów i czymś takim jest uniwersum Bezimiennych, a szczególnie seria “Geiger”. I nie - jeszcze nie w pierwszym, jeszcze nie w drugim tomie, ale w tym trzecim wydaje się, że wszedł na właściwą ścieżkę.
Napisał tu chyba najlepszą historię z tych, które czytałem w jego wykonaniu. Spotkanie Geigera z Ashley i w ogóle ta bohaterka, napisana jeszcze lepiej niż ten tytułowy, daje nam najbardziej emocjonującą i emocjonalną historię w serii. Znowu się dzieje, znowu są przeróżne zwroty akcji, ale w środku jest ta dwójka wyrzutków, dzięki którym opowieść tchnie autentyzmem, oczywiście w ramach swojego gatunku. O to właśnie chodzi - mimo całej rozrywkowej, często przerysowanej scenerii i wydarzeń, z dramatycznego spotkania i potem współpracy Geigera z Ashley tworzy się coś więcej - głębsza i dojrzalsza opowieść, mimo całej rozpierdówy, która rozgrywa się w tle. W tym właśnie wątku Geoff Johns i Gary Frank wreszcie tchnęli w tę serię prawdziwe emocje i poczucie autentyzmu, nawet jeśli całość skomponowana jest ze zwietrzałych popkulturowych klisz. Czekam na dalszy ciąg.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.
Geiger Tom 3. Tariq Geiger, Atomowy Rycerz Nate, Zygzak i dwugłowy Barney powracają z kolejną porcją postapokaliptycznych przygód. Trzeci tom Geigera bardzo dobrze wykorzystuje potencjał stworzonego wcześniej świata. Rozległe pustkowia, podróż ku ziemi obiecanej oraz kolejne spotkania z mieszkańcami ocalałych osad sprawiają, że nie ma tu miejsca na nudę.
Tym razem bohaterowie wyruszają do miasteczka, w którym przebywa drugi świecący człowiek - ktoś, kto został wyleczony z przeklętej mocy. Po drodze trafiają do dwóch zupełnie różnych osad, a każda z nich zmaga się z własnymi problemami. Dzięki temu historia nie ogranicza się wyłącznie do akcji, ale pozwala lepiej poznać realia tego świata i ludzi próbujących przetrwać po katastrofie. Dużo tutaj moralnych wyborów, przed którymi stają nasi bohaterowie.
Największym problemem staje się sam Tariq, który coraz częściej traci kontrolę nad swoją nuklearną mocą. Choć finał jest naprawdę epicki, trudno nie odnieść wrażenia, że seria nieco zwalnia tempo. Widać, że autorzy świadomie rozpisują historię na kolejne tomy. Sugeruje to między innymi pojawienie się nowego zgrupowania, którego poszczególni bossowie najpewniej będą w przyszłości polować na Geigera. Na szczęście nie odbija się to negatywnie na odbiorze całości, bo seria nadal pozostaje niezwykle wciągająca.
Nie zawodzą również ilustracje. Bardzo lubię styl serii osadzonych w uniwersum Bezimiennych. Duże, szczegółowe postacie, ogromne kadry wypełnione akcją i świetnie oddana skala wydarzeń sprawiają, że jest na czym zawiesić oko. Pod tym względem seria niezmiennie trzyma wysoki poziom.
Geiger to taki blockbuster w klimatach postapo, pełen efektownej akcji, widowiskowych starć i dużych emocji, ale jednocześnie oferujący sporo ciekawych wątków oraz interesująco rozwijane uniwersum.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
O człowieku świecącym, co to ma trzygłowego psa, o jego kumplu, który z kolei opiekuje się trzyoką zebrą. W świecie, co to się skończył. Geiger zatem trzeci leci.
Pierwszy Geiger mnie kapkę irytował, drugi mnie zaciekawił, trzeci - moim zdaniem najlepszy - mnie kupił na tyle, że chcę czwóreczkę uchwycić z radością zupełną.
Sickmind powiedział, że Geiger jest fajny, bo świeci i lubi książki. I ja się z tym zgadzam. Bo to trochę jak my - komiksiarze. My też lubimy czytać i świecimy jasnym komiksowym blaskiem, prawda? Tak, tombook - komiksy się nie tylko ogląda ale i czyta. Powiedzcie my bo mi nie wierzy.
Opowieść o napromieniowanym człowieku jest w trójce jeszcze bardziej przygodowa i to mnie cieszy. Scenariusz na tyle lekko-przyjemny, że wsiąkłem i aż do ostatniej strony z przyjemnością, z Geigerem sobie w tych ładnie narysowanych kadrach gruchałem.
Pojawia się również świecąca kobieta, której jestem jeszcze bardziej ciekawy, niż samego głównego bohatera. Owa pani będzie chyba miała swój własny mocny wątek.
Geiger to dobra, solidnie napisana opowieść. Ciekawie nakreślony świat, sporo pozytywnej skrajności (rycerze, Las Vegas, kasty które chcą dorwać świecącego). No i rysunek, który w dużej mierze operuje kolorem i jest niemal "soczysty" pod okiem.
Szacuję Geigera na mocne tak i chcę jeszcze.