Conan powraca! Jakże ciężkie jest brzemię korony! Conan zdobył tron Akwilonii oraz rękę pięknej kobiety. Czy nadszedł więc czas, aby mógł odłożyć miecz? W żadnym razie! Albowiem gdy zły czarnoksiężnik atakuje, król Conan musi mężnie stanąć do walki. Zdobycie korony to jedno, ale utrzymanie jej to zupełnie inne wyzwanie, zwłaszcza gdy dwór pełen jest konspiratorów. Zdrajcy wybrali sobie jednak ryzykownego sojusznika — Thoth-Amona! W dodatku króla Conana nawiedza duch jego pierwszej i być może największej miłości!
Niniejszy album zbiera oryginalne zeszyty z lat 2006–2013: Conan and the Midnight God #1–5, King Conan: The Scarlet Citadel #1–4, King Conan: Phoenix on the Sword #1–4, Conan: Phantoms of the Black Coast #1–5 oraz materiały z Age of Conan: Hyborian Adventures.
25.03.2026
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
464
189,99 zł
9788328169418

Po dość długiej przerwie komiksy o Conanie powróciły do oferty Egmontu. I jest to z pewnością powrót udany.
To powrót Conana w tym najobszerniejszym polskim wydaniu, które w oryginale wystartowało w wydawnictwie Dark Horse Comic, by potem przejść różne perturbacje licencyjne. W międzyczasie z oferty Egmontu zniknęły też te cieńsze, najnowsze marvelowskie wydania zbiorcze z Egmontu o Conanie i w zasadzie nie wiem, czy to przerwało nasze wydawnictwo, czy też porzucono bohatera w Marvelu. Conan zatem znika, potem się pojawia i tak na przemian, w różnych wersjach, w różnych odmianach i mediach - ot normalny los słynnego popkulturowego bohatera. Szkoda oczywiście tych nowych marvelowskich Conanów, ale chyba bardziej się cieszę, że mamy kontynuowane te grubsze tomy, bo przy nich przynajmniej wiadomo, że bohater Roberta E. Howarda nie wyląduje nagle w drużynie marvelowskich herosów.
Oto zatem nowy tom i zarazem nowa seria - “Król Conan” i nieco prostacki, jakby nie howardowski tytuł “Feniksy i upiory”. Ta fraza dotyczy tytułów dwóch opowieści, w tym jednej autorstwa Howarda - “Feniks na mieczu” i drugiej, zatytułowanej - “Upiory Czarnego wybrzeża” - która powinna kojarzyć się z innym słynnym opowiadaniem pisarza. A to zledwie połowa tomu opowiadającego o róznych przygodach Cymeryjczyka z czasów kiedy rządził Akwilonią.
Książkowy Conan był jedną z lektur mojej młodości i nieraz brała mnie ochota, by sprawdzić jak odbiera się tę lekturę po latach. No i jakby na zawołanie zaczęto u nas częściej i gęściej wydawać te historie w formie komiksu, które z nawiązką zaspokoiły te tęsknoty. Opowieści o barbarzyńcy nagle stały się różnorodne, w większości interesujące. A fakt, że momentami nie byłem pewien, czy czytam adaptacje, czy nowe przygody bohatera nie miał dla mnie znaczenia, póki fabuła była wciągająca. Jednak teraz, kiedy dostałem komiks o królu Conanie pomyślałem, że może warto by było to sobie jakoś uporządkować - tylko według jakiego klucza?. Przecież sam Howard napisał, że nie wie wszystkiego o losach swojego bohatera (pełny cytat jest przytoczony w posłowiu w komiksie). A skoro nie wie, to przygoda może trwać bez końca.
Poczatek tego tomu, z nieco prostackimi rysunkami Tone Rodrigueza nie zachwycił, mimo że był otwarciem do czterozeszytowej, intrygującej historii “Conan i bóg Śródnocy”. Niestety mroczne, oddające trudy tej przygody w ponurej Stygii rysunki Willa Conrada z kolorami Juana Ferreyry nie działają tak jak powinny przy chaosie scenariusza. A fakt, że ta historia dostała jeszcze szybki, słabo wybrzmiewający finał, nie napawała optymizmem przed dalszą lekturą. Tyle że dalej było już tylko lepiej.
W podtytule komiksu mamy jeszcze frazę ‘Kroniki”. Podobnie jak w początkach “Conana” z Dark Horse Comics i tutaj mamy pobocznego bohatera, który gromadzi opowieści o herosie. Pramis zna króla bezpośrednio, inaczej niż we wcześniejszych seriach, w których pewien książę odczytywał przygody barbarzyńcy ze starożytnych zwojów. I tak w “Szkarłatnej cytadeli’ król wspomina jak został wciągnięty w pułapkę przez innych władców i wylądował w niewoli u czarownika Tsotha-Lantiego. Ta pełna zwrotów akcji historia z jedną z najciekawszych postaci pobocznych w osobie czarnoksiężnika Peliasza to już Conan jakiego lubimy - grafika i kolorystyka nie mają w sobie nic z nowoczesnego Marvela są oldschoolowe i po prostu cieszą oczy, a opowieść sama płynie.
Naprawdę jest dobrze, zwłaszcza, że za kolejna historię odpowiada ten sam zestaw twórców. ” Feniks w ogniu” to kolejna po “Szkarłatnej cytadeli” naprawdę udana adaptacja . To nic że znowu mamy wymierzony w Conana spisek. Ważne, że pojawia się tutaj sam Toth Amon - chyba najsłynniejszy przeciwnik Cymeryjczyka i to w położeniu, w którym nawet jest nam go trochę żal. A co jeszcze ciekawsze, Conan i Toth Amon w ogóle nie konfrontują się tutaj osobiście - rozwiązanie finałowe jest pomysłowe, a tytuł w fabule wybrzmiewa tak jak powinien. Ciekawostka jest fakt, że “Feniks w ogniu” to pierwsze chronologicznie opowiadanie Howarda o Conanie - można rzecz, pierwszy odprysk z rozciągniętej w czasie historii, podawanej przez pisarza rozrzuconymi w czasie fragmentami. A zatem już na początku drogi bohatera było wiadome, że został on królem i w takim wypadku te wszystkie wcześniejsze, dodawane potem przez Howarda wydarzenia można traktować tak, jak w niniejszym tomie - jako kronikę z bliższej i dalszej przeszłości bohatera.
Ostatnia opowieścią w tomie są “Upiory czarnego wybrzeża”. W pierwszej chwili sądziłem, że to również adaptacja, ale nie, wygląda na to, że to autorska opowieść scenarzysty Victora Gischlera, który postanowił powrócić do postaci Belit, dawno temu zmarłej ukochanej Conana, zaczynającej nawiedzać go w królewskich snach. Szykuje sie z tego podróż na Czarne Wybrzeże, w którą bohater rusza incognito wraz z jednym z wiernych sług i tajemniczą grupą czarodziejek. W ten sposób dostajemy kiedy trzeba nastrojową, a kiedy trzeba dynamiczną historię z klimatycznymi rysunkami Atilla Futakiego. Może znowu finał jest tu za szybki, jakby czegoś w nim zabrakło, ale wcześniejsze zwroty akcji i sam powrót na Czarne Wybrzeże wypadają przekonująco.
I to tyle - póki nie dostałem do rąk nowego “Conana”, nawet nie byłem świadom, że naprawdę brakowało mi przygód Cymeryjczyka. Conan co prawda wydaje się w nich ewoluować, bo przecież z jakichś powodów został królem, ale barbarzyńskie ciągoty tkwią w nim nieprzerwanie i robi wiele, by od królowania uciec. Jak widać, nawet słynni bohaterowie pragną czasem ucieczki od ich rzeczywistości.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.