Kolejna odsłona serii grozy współtworzonej przez Mike’a Mignolę, autora słynnego „Hellboya”. Kontynuacja opowieści o odwiecznej walce z mocami ciemności, którą kiedyś prowadził lord Baltimore, a teraz to zadanie przejęła jego żona i uczennica – lady Baltimore. Niegdyś nazywała się Sofia Valk i mieszkała w wiosce, którą nękało zło. Później lord Baltimore miał w niej najwierniejszą sojuszniczkę. Teraz, przeszło dekadę po jego śmierci, w Europie wybuchają pierwsze bitwy drugiej wojny światowej, a mroczne siły znowu zagrażają światu. Gdy czarownice, wampiry i naziści ruszają do boju, Sofia musi się im przeciwstawić. Czy walcząc z potworami, zdoła uchronić samą siebie od stania się potworem?
Scenariusz historii o lady Baltimore napisali Mike Mignola („Hellboy”, „BBPO”, „Abe Sapien”, „Homar Johnson”) i Christopher Golden (seria komiksowa „Baltimore”, powieść o przygodach lorda Baltimore’a), a rysunki są dziełem Bridgit Connell, graficzki znanej z autorskiego komiksu „Brother Nash”.
25.02.2026
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
144
89,99 zł
9788328174672

Egmont kontynuuje wydawanie komiksów spoza uniwersum Hellboya, których pomysłodawcą i współtwórcą jest Mike Mignola. “Lady Baltimore” to przykład tego dzieła, które spokojnie mogłoby nie powstać, ale cóż, czasami twórcom trudno rozstać się z wykreowanym światem.
Wiadomo - “Hellboy” i jego pochodne ( i nie myślę jedynie o “BBPO”), czyli różnorakie serie z tego uniwersum to w zasadzie wydawnicza konieczność marketingowa - trzeba kuć żelazo póki gorące, póki fani chłoną ów świat, póki chcą więcej. Natomiast seria “Baltimore”, to jak się z czasem okazało coś nowego, co Mignola i Christopher Golden nazwali Pozawersum ( należy do niego również “Joe Golem. Okultystyczny detektyw”). Coś co nie ma takiego statusu jak świat Hellboya, ale dzięki nazwisku Mignoli cieszy się popularnością na tyle, by móc swój świat rozwijać.
Pierwszy tom serii o lordzie Baltimore lubię i cenię, przede wszystkim za jego posępną aurę realizującego się końca świata i konsekwentnego w swych działaniach, realizującego zemstę bohatera. Drugi tom był natomiast zaskoczeniem - wokół Baltimore’a pojawiła się drużyna, pojawiły się również przeskoki w czasie i jakiś scenariuszowy pęd do finału opowieści, który to finał nie wybrzmiał tak mrocznie i dobnie jak ten z pierwszego tomu, nawet mimo ostatecznych rozwiązań w kwestii głównego bohatera. Coś tu było nie tak, jakby więcej Goldena niż Mignoli, jak również sporo fabularnych luk do wypełnienia. W każdym razie, wielka i efektowna wojna z Czerwonym Królem nie angażowała tak jak ponura rozgrywka z wampirem Haigusem..
Po co ten dłuższy wstęp? Po to, by dać znać, że w najnowszej odsłonie Pozawersum więcej jest z tej drugiej części “Baltimore’a” niż z pierwszej. Jest intensywnie, szybko i efektownie. Owszem, są ciekawe pomysły fabularne, ale nie mamy czasu się nad nimi zagłębiać.
Dekadę po wydarzeniach z końcówki pierwotnej serii świat nadal jest nękany mrocznymi siłami, którymi sterują tytułowe czarownice. Ów fakt, że stworzono z nich naprawdę wredne, czarne (i atrakcyjne fizycznie, choć nie przez cały czas) charaktery jest istotnym elementem “Lady Baltimore”. Tytułowa bohaterka to też zadziorny charakter - dziedziczka lorda, przez krótki czas jego żona, podążająca po jego śmierci podobną drogą co on - oto dobrze nam znana z drugiej części “Baltimore’a”, Sofia Valk. Gdy w świecie dzieje się źle - na tyle źle, że mroczne siły nazizmu zawarły przymierze z czarownicami, to właśnie ona, wraz z nową drużyną i niespodziewanym sojusznikiem w postaci Towarzystwa Orficznego (niegdysiejszych inkwizytorów) będzie w stanie stawić czoła złu tego (i nie tylko tego) świata.
Tak jak odpowiednikiem Hellboya jest pierwszy tom “Baltimore’a”, a odpowiednikiem “BBPO”, drugi tom serii, tak “Lady Baltimore” odpowiada pragnieniu rozbudowania świata, który najwyraźniej, według jego twórców jest na tyle obiecujący, by go nadal rozwijać. Czy zatem zajmują się stopniowym wypełnianiem luk aż do momentu, który znamy z “Joe Golema”, czyli kilka dekad później? Czy czytelnik rzeczywiście potrzebuje tak pełnej wiedzy o Pozawersum?
Rzecz w tym, że są momenty, kiedy “Lady Baltimore” zbliża się niebezpiecznie w stronę autoparodii, a pomagają w tym świetne bądź co bądź, dynamiczne rysunki Bridgit Connell - no bo pomyślmy sami - naziści sprzymierzeni z czarownicami i innymi maszkarami… Czy to czasem nie zmierza w stronę “Marvel Zombies” albo serii “Requiem”? A przy tym jest przez Mignolę i Goldena podawane na poważnie, z Lady Baltimore w roli ostatniej sprawiedliwej, skutecznie eliminującej przeciwników. I to “na poważnie” nie zawsze działa tu jak trzeba.
Na szczęście mamy tu wciąż Mignolę od “Hellboya” i wyraźne znaki, że to jego opowieść. Niektóre pomysły, jak ten z czeską wioską, czy niektóre sceny z przepełnionymi furią czarownicami - choć nie on to rysuje - potrafią przyprawić o dreszcze i jak pamiętne sceny z Hellboya, działają na wyobraźnię. No i jeszcze coś - wszyscy czekamy tutaj na zapowiadanego, krążącego po świecie ducha lorda Baltimore’a - zresztą te krążące pogłoski są bardzo istotne dla fabuły i prowadzą do ciekawego rozstrzygnięcia. To co się dzięki temu udaje, to utrzymać dziedzictwo i wpływ lorda Baltimore’a na wydarzenia i zachowania bohaterów. Udało się stworzyć z jego postaci wciąż oddziałującą na ów świat legendę. I jeśli niektórzy z bohaterów, a także sami twórcy będą przedstawiać ów świat zgodnie z duchowym dziedzictwem lorda, ta seria może zyskać i ponownie cieszyć czytelników obecnością najważniejszego bohatera tego świata. Dlatego, mimo różnych niedociągnięć, może jest jeszcze na co czekać.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.