Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Michał Szczebak:
Dwa pierwsze numery LUNATYKA autorstwa Karola Porzyckiego i Kacpra Wilka widnieją u mnie w głowie pod znakiem potencjału. Z racji na niewielką objętość samych zeszytów oraz zdawkową ilość fabuły, ciężko na ten moment wyciągnąć szersze wnioski, co do kierunku w jakim historia ta podąży, lecz bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że panowie umieją budować atmosferę.
Ciemne uliczki, podupadłe cmentarzysko, szemrane portowe molo - to wszystko to samograje i w rękach rysownika wypadają naprawdę porządnie. Najwięcej roboty robi tu chyba kolorystyka, dość jaskrawa, choć operująca ciemniejszymi odcieniami (sceny z pierwszego numeru kolorystycznie bardzo mocno kojarzą mi się z tym jak wyglądają kolory Dave’a Stewarta w pierwszym zeszytach Batmana Morrisona - tam też mamy do czynienia z fioletami, pomarańczami i czerwieniami, które w swoich ciemniejszych odcieniach tworzą świetny noirowy klimacik). Szczególnie dobrze wypada ona w zeszycie drugim, gdzie monochromatyczne barwy nie tylko pomagają rozróżnić flashbacki od scen dziejących się w teraźniejszości, ale też zdają się odzwierciedlać emocje bohatera w scenach zupełnie niemych, co z pewnością pokazuje storytellingową biegłość twórców. Generalnie rysunki Wilka choć nie zawsze idealne (na myśl przychodzi mi tu trochę pokraczna perspektywa na dwóch panelach w numerze drugim, gdzie bohaterowie wyciągają przed siebie dłonie, aby sprawdzić godzinę) naprawdę dają radę. Z pewnością widać postęp pomiędzy zeszytem pierwszym, a drugim, przy czym to co widziałem w Żabim Królestwie każe mi myśleć, że Wilk wyrabia się z czasem coraz bardziej i wizualia w LUNATYKU będą tylko lepsze.
Fabuła natomiast, na ten moment oparta na dość mocnych kliszach i powtarzalnych schematach, nie ujęła mnie… Jednocześnie nie mogę powiedzieć, żeby na ten moment czegoś jej brakowało, w końcu to dopiero wstęp do, miejmy nadzieję, czegoś bardziej interesującego. Jak już coś, powiedziałbym, że dość sporo miejsca w tych zeszytach tracimy na setpiece’y i panele, które mają budować atmosferę - kiedy jednak jest ich tak wiele, w moim odczuciu nie spełniają one swojej roli i jedynie zagarniają miejsce, które możnaby wykorzystać do dalszego rozwijania fabuły. Gdyby części z nich się zupełnie pozbyć i np. oba te zeszyty ze sobą połączyć, myślę, że mielibyśmy do czynienia ze znacznie pełniejszym i bardziej satysfakcjonującym początkiem serii. Tak to, o ile finał drugiego zeszytu obiecuje nawet ciekawą woltę fabularną, pierwszy numer nie porwał mnie w ogóle.
Z jednej strony niezwykle kliszowa sekwencja otwierająca, z drugiej kilka kuriozalnych paneli (tytułowy bohater siedzący obok śmietnika ze zwieszoną głową, czy rozmowa detektywa Gravesa z pistoletem rozbawiły mnie znacznie bardziej niż miały), sprawiają, że samotnie ten zeszyt uznałbym za bardzo średni. Drugi numer, choć trochę przydługawy (bardzo dużo stron poświęconych perspektywie Charliego znów każe mi myśleć, że można je było spożytkować jakoś lepiej) wypada już znacznie fajniej, zarysowując pewne aspekty genezy tytułowego Lunatyka, jak i oferując dobry hook, dzięki któremu jestem znacznie bardziej ciekawy kolejnych zeszytów tej serii.
Czy więc LUNATYK ma potencjał stać się jedną z ciekawszych polskich serii superhero? Z pewnością. Wiele jednak zależy od tego w jaki sposób fabuła rozwinie się w kolejnych zeszytach, bo choć punkt wyjścia jest naprawdę niezły, to niewiele jest tu fabularnego mięsa. Liczę, że w następnych zeszytach twórcy ściaśnią trochę narrację, dadzą bohaterom trochę więcej głębi i ustanowią kierunek, dzięki któremu będziemy w stanie określić, czy chcemy z tą serią pozostać, czy może jednak niekoniecznie.