Júlia wpadła w nieliche tarapaty, a pomocy ani widu, ani słychu: jej ukochany malutki ogródek zniszczyła mangusta. No a jakby tego było mało, musi jeszcze zmierzyć się z upartą matką, która nie daje jej złapać oddechu, oraz infantylnym młodszym bratem, którego całkiem pochłonęły gry wideo.
Ma tylko jedno wyjście: pozbyć się zwierzaka, zanim narobi więcej szkód. Tylko jak?
Do jakiego stopnia sami odpowiadamy za nasze problemy? Na ile od nas zależy znalezienie na nie rozwiązania?
Wydano dzięki wsparciu PRR i Next Generation EU
Kategoria
Pochodzenie
Wydawca Polski
Wydawca Oryginalny
Data Wydania
28.04.2026
Wydanie
I
Druk
Czerń / Biel
Oprawa
Twarda
Format
200x265 mm
Liczba Stron
184
Cena Okładkowa
60,00 zł
EAN
9788368259636
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Mateusz Czechowicz:
Żałoba to coś, z czym każdy na pewnym etapie życia będzie musiał się zmierzyć. Sam mam to szczęście, że na razie tylko raz, kilkanaście lat temu, zmarł ktoś z mojej rodziny, ale wtedy byłem nastolatkiem i jeszcze nie do końca wszystko kumałem. I przez to “Mangusta” (wyd. Timof) jest dla mnie komiksem dwojakim. Bardzo ludzkim, ale takim, którego nie mogę do końca odnieść do swoich osobistych doświadczeń. To w moich oczach czyni go na swój sposób wyjątkowym. I wybaczcie potencjalne spoilery, ale o tym tytule nie sposób mówić inaczej niż wchodząc w różne szczegóły fabuły.
Opis tego komiksu zapowiada nam walkę z tytułową mangustą niszczącą ogródek Julie, naszej głównej bohaterki tej opowieści. Można powiedzieć, że nie kłamie. Jednak z pewnością jest to mocne niedopowiedzenie. Owszem, jest to element tej fabuły, ale jak szybko się okazuje, ten zwierzak to tak naprawdę oznaka dużo poważniejszego problemu, z jakim musi się mierzyć Julia. A jest to powrót do normalnego funkcjonowania.
Nasza bohaterka fiksuje się na pozbyciu się zwierzęcia, jakby od tego zależało jej całe życie mimo, że tak naprawdę ogródek jest malutki. Ale nie skala jest ważna. Ten ogródek dość szybko okazuje się być przejawem chęci powrotu to jako takiego normalnego funkcjonowania po śmierci męża. A mangusta staje się symbolem żałoby i braku możliwości pozbierania się do kupy po stracie. I działa to bardzo dobrze. Bo autorka wie kiedy wrócić do tematu tytułowej “bestii”, a kiedy zacząć się skupiać na poważniejszym temacie.
Chociaż dość szybko orientujemy się o czym tak naprawdę jest “Mangusta”, to muszę przyznać, że kolejne informacje są nam dawkowane w idealnych momentach. Powoli, strona po stronie, orientujemy się w sytuacji. Dostajemy kolejne szczegóły, pojawiają się coraz wyraźniejsze flashbacki, rodzina Julii mówi coraz odważniej o tym wrażliwym temacie, jakim jest śmierć i żałoba. Nie czułem ani razu, żebym został przytłoczony, dzięki czemu mogłem współczuć bohaterce, zrozumieć ją, ale nie miałem ani razu wrażenia, że ktoś próbuje we mne pewne emocje wymusić.
Bardzo mi się podoba jak Joana Mosi operuje tutaj stereotypami. Za przykład może posłużyć Joel. Brat naszej głównej bohaterki, mieszka z nią, nie ma pracy i ciągle gra w gry. Wydawałoby się, że to jakiś pasożyt, z braku lepszego słowa. Ale nie. W trakcie fabuły okazuje się, że to człowiek z całkiem udaną karierą, aktywnie poszukujący nowej pracy i starający się wspierać swoją siostrę po stracie męża. To tylko jeden, ale najbardziej jaskrawy przykład grania z oczekiwaniami czytelnika i różnymi stereotypami. A jest tego zdecydowanie więcej.
Podobnie jak okładka, to wnętrze tego komiksu też jest bardzo oszczędne. Rysunki są trochę cartoonowa, z grubymi konturami, praktycznie pozbawione szczegółów. Raczej nic co by z kapci wybiło. Jednak co jest siłą w tych rysunkach, to zabawa kadrowaniem. Raz mamy gęstą siatkę, a raz tylko jeden kadr na rogu, kiedy reszta strony pusta. I każda taka zabawa wpisuje się w nastrój, jaki był dla danej sceny przewidziany. Bardzo ciekawy i udany sposób na narrację. Zwłaszcza w kontraście do przyjemnej dla oka, ale raczej niezbyt wyszukanej kreski.
“Mangusta” to tytuł, który mocno zaskakuje. A przynajmniej mnie zaskoczył swoją tematyką, tempem i jakością historii, przełamywaniem stereotypów czy zabawą z kadrowaniem. Jest to też komiks na wskroś ludzki, dotykający tematyki, która dotyczy każdego z nas na pewnym etapie życia. Myślę, że warto dać mu szansę, nawet jeśli opis czy minimalistyczna okładka nie zachęcają.