Znakomita opowieść przygodowo-historyczna słynnego scenarzysty Jeana Dufaux osadzona w czasach Nerona! Pierwszy album zbiorczy zawiera tomy 1–4 oryginalnego wydania serii.
54 rok naszej ery. Imperator Klaudiusz postanawia ogłosić Brytanika, swojego syna z pierwszego małżeństwa, następcą tronu. Nie może na to pozwolić piękna Agrypina, druga żona cesarza, która pragnie władzy dla własnego syna – Nerona. Bezwzględna kobieta nie cofnie się przed niczym… Lucjusz Murena, potomek znaczącego rodu, woli się bawić niż mieszać do polityki, ale to się zmienia, kiedy jego matka ginie z rąk nieznanych sprawców. Młodzieniec rozpoczyna prywatne śledztwo. Trop wiedzie do ludzi zajmujących najwyższe szczeble władzy w państwie. Tymczasem numidyjski gladiator Balba postanawia pomścić swojego nastoletniego pana, który został otruty. Kiedy drogi Mureny i Balby się przetną, bohaterowie zrozumieją, że łączy ich wspólny cel, więc powinni działać razem.
Twórcami „Mureny” są dwaj Belgowie: legenda komiksu frankofońskiego Jean Dufaux, autor tekstów do kilkudziesięciu serii, głównie przygodowych i fantastycznych (w tym wydanych w Polsce takich hitów jak „Skarga Utraconych Ziem”, „Drapieżcy”, „Barakuda”, „Dżinn” czy „Giacomo C.”), oraz ceniony za realistyczną kreskę rysownik Philippe Delaby („Skarga Utraconych Ziem”, „L’Étoile polaire”, „Highlanders”).
8.04.2026
I
Kolor
Twarda
215x290 mm
216
129,99 zł
9788328178502

Tak jak wiele innych porzuconych niegdyś serii komiksowych, “Murena” wraca na rynek, tym razem w formie wydania zbiorczego. Od razu dodam, że to wydanie cieszy oczy okładką jak rzadko który komiks.
“Murena” była wydawana w pojedynczych albumach przed laty przez dwójkę różnych wydawców (Egmont zaczął, Taurus Media kontynuował). To jeden z tych tytułów, których nie udało mi się nigdy skompletować w formie pojedynczych tomów, a potem serię i tak przerwano, więc i parcie było mniejsze. W aktualnych czasach w zasadzie jest pewne, że te niedokończone, popularne serie komiksowe w końcu znajdą nowe życie u któregoś z wydawców. i tak oto w ofercie Egmontu pojawił tom zbierający pierwszy cykl tej historycznej opowieści, zatytułowany “Matka”. Starożytny Rzym ponownie wita w swoich progach polskiego czytelnika.
Magnesem do odbycia tej historycznej podróży jest niewątpliwie nietypowa komiksowa okładka. Nie ma na niej pełnoprawnej ilustracji, nie zdobi jej żadna z okładkowych grafik znanych z pojedynczych tomów (które to okładki notabene są świetne), widzimy jedynie prostą grafikę, może nawet bardziej szkic z piękną, zadumaną kobietą, którego wymowa przeczy temu, co znajdziemy na kartach komiksu, choć wcale nie czuję się przez ów zabieg oszukany. Być może to jakieś echo, marzenie kogoś uwikłanego w nieustający świat intryg by mieć chwilę wytchnienia od otaczającego świata, a może jeszcze co innego - ważne że okładka cieszy oko, intryguje i zachęca do lektury. I jak się okazuje, po ponad dwudziestu latach od poprzedniego podejścia “Murena” nadal robi duże wrażenie zarówno za sprawą scenariusza, jak i przede wszystkim oprawy graficznej.
“Murena” to opowieść, której urywki bądź nawiązania znamy z innych dzieł kultury - bo jest tu przecież Neron (jakże inny, młody, dopiero na początku swej historycznej drogi), który szalał w “Quo Vadis”, jest też cesarz Klaudiusz, którego losy znamy z powieści Roberta Gravesa i słynnego serialu “Ja, Klaudiusz”. W “Murenie” akcja toczy się w drugiej połowie I wieku naszej ery, kiedy to Klaudiusz niebawem zniknie ze sceny i na tronie, za sprawą intryg Agrypiny zasiądzie jej syn - Neron. Ciekawe, że opisując te historyczne wydarzenia nie mam rzecz jasna poczucia, że podsuwam spoiler, ale za to niezbyt podoba mi się okładkowy opis w dużej części zdradzający fabułę, bo dotyczy losów fikcyjnych bohaterów, którzy występują tu obok tych prawdziwych.
W każdym razie, prawdziwi czy nie, historia nie ma dla nich litości - co jakiś czas, co kilka stron ktoś musi zejść ze sceny, często w widowiskowo brutalny sposób. Ludzkich odruchów jest tu jak na lekarstwo, ale się zdarzają - choćby u tytułowego bohatera Lucjusza Mureny. Ciekawe też jest to, że jest on bardziej pobocznym bohaterem tej serii (tak jak ważny dla fabuły gladiator Balba), a prym wiodą jednak te bardziej znane nam historyczne postacie. Natężenie emocji pomiędzy nimi wszystkimi nieustannie wzrasta, ,jakby rzymska dekadencja była najskuteczniejszym katalizatorem. Mimo eksponowania tejże dekadencji, nie czuć schyłku, czuć tutaj rzymską potęgę, choć zdarzają się nieśmiałe przebłyski zwiastujące nadejście chrześcijaństwa. W zamian mamy Rzym na pełnej, na którego historycznej scenie nie ma miejsca dla przeciętniaków.
Ten Rzym, rysowany przez przedwcześnie zmarłego Philippe Delaby’ego ma w sobie coś magnetycznego. To jest niby znana z frankofońskich komiksów realistyczna kreska, ale posiadająca stopień autorskiego dopełnienia, którym charakteryzują się prace tych największych komiksowych artystów - takich jak choćby Grzegorz Rosiński. U Delaby’ego postacie mają w sobie coś nieludzkiego, jakąś wewnętrzną świadomość bycia historyczną postacią, która może pozwolić sobie na więcej i czasem przypominają ruchome posągi, a nie zwykłych ludzi. Jakby za życia wiedzieli, że właśnie to po nich zostanie - rzeźby w panteonie, tyle że w oczach rysownika komiksu obtłuczone, jakby ludzkie skazy historycznych postaci miały być widoczne również po śmierci.
Nietypowa jest kolorystyka - szczególnie kiedy wchodzi w odcienie szarości, w bladość fałszywych oblicz i nadrealność historycznych miejsc, z których większość obróci się w ruinę. Ten Rzym niby tętni życiem i emocjami, ale Delaby wraz z innymi kolorystami nadał mu uroku patyny, a mimo że mamy do czynienia z komiksem historycznym, to całość (dialogi, wizerunki postaci itd.) jest przecież fikcją. I to wydaje się rozumieć Jean Dufaux, który podobnie jak w “Krucjacie” narzuca w scenariuszu rodzaj interpretacji znanych wydarzeń historycznych. Pokazuje jak się nimi bawić, jak uatrakcyjniać, jak kształtować, aby pobudziły emocje i wyobraźnię współczesnego czytelnika. I to właśnie się dzieje - “Murena” działa, bo oferuje dużo więcej niż zadanie odtworzenia historycznych scen. To opowieść o minionym świecie, która podkreśla, że przez wieki stosunki międzyludzkie w ogóle się nie zmieniły. Schematy zachowań, schematy ludzkich ambicji powracają w nowych konfiguracjach, ale wciąż z tym samym podłożem, które jakże celnie odmalowują rzeźbione, krwiożercze oblicza na ilustracjach Delaby’ego.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.
Drodzy Państwo, oto MURENA - komiks, który jest ultra sztosem w moich ślepiach i koniec i basta i dziękuję.
Gdyż nieczęsto mi się zdarza taka trudność z pogodzeniem się, że lektura się skończyła. Potężnie wręcz czekam na ciąg dalszy, włosy ze swojej łysej głowy wyrywając z niecierpliwości.
Gdyż Murena to komiks bardzo solidny. Mam poczucie, że każdy kadr ma znaczenie, autorzy świadomie i pewnie tworzyli coraz to kolejne plansze, dając w rezultacie lekturę wciągającą, konkretną i pozbawioną niepotrzebnych pół-wątków.
Murena to komis historyczny, osadzony w 54 roku naszej ery. Jean Dufaux opisuje tutaj początki działalności Nerona, w dużej mierze skupiając się na wątku jego matki Argypiny, która stanowi tutaj swego rodzaju machinę napędową, do coraz to kolejnych zdarzeń.
I rozpisane jest to świetnie. Bez przesadnej nachalności w zagłębianiu się w historyczne fakty. A to ważne w tego typu lekturze. Opowieść pełna intryg i zdarzeń, które mogą nawet i szokować. Do celu po trupach, bez względu na ofiary. Cieszmy się, że żyjemy w czasach dzisiejszych. Kamienne salony Rzymu w tamtym okresie to strach, rozpacz i zero skrupułów.
A drugą najważniejszą rzeczą jest rysunek. Murena wygląda przepięknie. Zarówno ilustracje jak ich kolorowanie - czysta przyjemność z obcowania. Tego typu stylistyka idealnie zgrywa się z takim a nie innym settingiem.
Jestem zachwycon w sposób totalny i doczekać się nie mogę kolejnej części.