Kontynuacja emocjonującej opowieści przygodowo-historycznej osadzonej w czasach Nerona! Drugi album zbiorczy zawiera tomy 5–8 oryginalnego wydania serii.
Jest 62 rok naszej ery. Neron dysponuje nieograniczoną władzą, co staje się groźne, gdy z jego otoczenia znikają mądrzy doradcy, a ich miejsce zajmują bezwzględni dworacy. Młody cezar marzy o wzniesieniu nowego Rzymu pełnego wielkich i pięknych budowli, ale żeby powstało takie miasto, najpierw musiałby zniknąć stary Rzym. Może rozwiązanie tkwi w snach Nerona o wielkim ogniu? Lucjusz Murena już dawno wypadł z łask władcy, ale prawdziwe kłopoty dopiero go czekają. Zdradzony i upokorzony, będzie musiał przemierzyć śnieżną Galię w poszukiwaniu ukochanej, a potem wrócić do upalnej Italii, aby się zemścić. Czy pozbawiony majątku i uznany za wroga Rzymu patrycjusz zdoła cokolwiek zdziałać przeciwko dawnemu przyjacielowi, który uważa się za boga?
Twórcami „Mureny” są dwaj Belgowie: legenda komiksu frankofońskiego Jean Dufaux, autor tekstów do kilkudziesięciu serii, głównie przygodowych i fantastycznych (w tym wydanych w Polsce takich hitów jak „Skarga Utraconych Ziem”, „Drapieżcy”, „Barakuda”, „Dżinn” czy „Giacomo C.”), oraz ceniony za realistyczną kreskę rysownik Philippe Delaby („Skarga Utraconych Ziem”, „L’Étoile polaire”, „Highlanders”).
9.09.2026
I
Kolor
Twarda
215x290 mm
276
129,99 zł
9788328178519

W drugim tomie zbiorczym komiks Jeana Dufaux i Philippe Delaby’ego robi się jeszcze ciekawszy, także za sprawą korespondencji z "Quo vadis” Henryka Sienkiewicza. I tak jak w pierwszym tomie, zachwyca planszami z architekturą antycznego Rzymu.
Podobnie jak poprzedni album, drugi tom serii ‘Murena” składa się z czterech części, które stanowią nowy cykl nazwany przez autorów “Żoną”. Jak wiemy, Agrypina, matka Nerona w końcówce poświęconego jej pierwszego cyklu poniosła śmierć i teraz uwaga skupia się na Poppei, która została żoną rzymskiego cesarza. Neron to wciąż młody mężczyzna i tym samym jego wizerunek różni się znacznie od tego, który znamy z filmów bądź seriali - a chyba też mało kto zdaje sobie sprawę, że zmarł on w wieku trzydziestu lat, a więc w rzeczywistości nie mógłby wyglądać tak, jak jego różne, często starsze wiekiem aktora ekranowe wcielenia.
Młodość nie przeszkadza jednak temu, by trwał postępujący proces popadania w szaleństwo u rzymskiego władcy, który uważał się za boga - jedna scena w komiksie jest szczególnie sugestywna, kiedy odkrywa przed bliskimi mu ludźmi swoją “boskość”. Z drugiej strony, autorzy komiksu wcale nie robią z niego aż takiego przedstawienia, jak twórcy filmowi i telewizyjni - Neron wciąż ma tu momenty, w których zachowuje się jak ktoś normalny, czasami rozsądny, czasami nie, ale poczekajmy, to przecież jeszcze nie apogeum jego zachowań.
Już bardziej szalony i dekadencki jest zbiorowy portret miasta Rzym, który stanowi olbrzymi zestaw naczyń połączonych i wiąże w sobie losy zwykłych obywateli, niewolników i możnych miasta, splatających się w niezwykle atrakcyjną fabularną mozaikę. W drugiej połowie albumu, w którym głównym tematem staje się zapowiadany, a potem szalejący pożar Rzymu przygodowa fabuła zamienia się w fascynującą panoramę wielkiego miasta, zwłaszcza gdy Jean Dufaux skupia uwagę na kolejnych bohaterach pokazując esencję (a czasem i zwieńczenie) ich życiowej ścieżki - jest to bardzo sugestywny i znaczący zabieg, rozpoczynany każdorazowo od frazy “Życie (po czym następuje imię danego bohatera).
Ów pożar Rzymu, jego nadchodzące oznaki, a potem główna przyczyna pokazane są inaczej niż w “Quo Vadis” - tutaj pożar nie został przedstawiony jako sprawka Nerona, a bardziej stanowi odbicie tego, co dzieje się w duszy Lucjusza Mureny po jego kolejnych, życiowych i bardzo bolesnych (szczególnie w pierwszej połowie tomu zbiorczego) doświadczeniach. Zanim pożar prawdziwy i pożar w duszy Mureny na dobre się rozprzestrzeni twórcy zdają nam się mówić o tym, do czego prowadzi degrengolada i dekadencja mieszkańców Wiecznego Miasta, opisując świat stojący na krawędzi (chodź do jego upadku jest jeszcze daleko) i zbierający bezlitośnie swoje ofiary. Murena staje się tu ofiarą niechęci Nerona, intryg Poppei I Tygellina i w efekcie staje się jednym i drugim - udręczonym człowiekiem i płomieniem zemsty.
Mimo jednoznacznie brzmiącego tytułu cyklu, Poppei jest jakby mniej w tych dwóch ostatnich tomach - jej intrygi i krwiożerczy portret widoczne są bardziej w dwóch pierwszych, co najlepiej oddaje okładka i tytuł tomu “Czarna bogini”. Tym razem w zbiorze nie zobaczymy walk gladiatorów na arenie, ale za to twórcy uraczą nas widowiskowym wyścigiem rydwanów, w którym bierze udział sam Neron i pewna, niespodziewana bohaterka. W fabule jest też miejsce dla Balby i jego wroga w postaci Massama - ich drogi ponownie się skrzyżują. No i więcej mamy tutaj tematyki chrześcijańskiej, szczególnie za sprawą obecności w fabule Świętego Piotra, który (co może zaskoczyć polskich czytelników), wydaje się być na całkiem dobrej stopie z Neronem.
Takich zaskoczeń, odstępstw od “Quo Vadis” jest całkiem sporo i to dodatkowo daje przyjemność z porównania dwóch wizji opisujących ten sam okres i te same wydarzenia. Co prawda Dufaux nie generuje jeszcze aż tak wielkich emocji jak Henryk Sienkiewicz, ale dajmy mu czas, przecież czekamy na kolejne odsłony serii, w której będą musiały być pokazane narastające prześladowania chrześcijan (w tym te na rzymskich arenach) i znowu będzie wtedy czas na polemikę z dziełem Henryka Sienkiewicza. A na razie świat przedstawiony w “Murenie” się rozrasta, w części zatytułowanej “Krew bestii” wychodzimy razem z tytułowym bohaterem daleko poza granice Rzymu, w barbarzyńskie krainy na północy. Nic od wieków się nie zmienia, myślimy czytając o losach postaci sprzed dwóch tysięcy lat, zachwycając się tym, w jaki sposób przedstawił ich wszystkich i samo Wieczne Miasto na planszach (szczególnie tych w formie splashów) Philippe Delaby. Bo niewątpliwie jest coś magnetycznego w tej serii, jednej z najlepszych, które wyszły spod rąk Jeana Dufaux.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
Czy po wybitnym otwarciu serii historycznej można podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej? Komiks Murena: Cykl drugi: Żona przenosi nas w jeszcze bardziej duszny świat antycznego Rzymu, gdzie szaleństwo Nerona wreszcie dochodzi do głosu. Twórcy rzucają bohaterów w wir wielkich wydarzeń, zmieniając kameralne intrygi w widowiskową opowieść o upadku zasad.
Murena: Cykl drugi: Żona ma trudniejsze zadanie niż poprzedni zbiorczy album, bo musi rozwinąć historię bez utraty tego, co stanowiło o jej sile.
Jean Dufaux wybiera tu drogę większego rozmachu. Pierwszy cykl mocno opierał się na napięciu wewnątrz rzymskich elit, na manipulacjach i rozgrywkach między stosunkowo ograniczoną grupą bohaterów. Tutaj świat przedstawiony zaczyna się rozszerzać. Pojawiają się nowe zagrożenia, wątek związany z Galami, coraz wyraźniej obecne są również początki chrześcijaństwa, a wydarzenia prowadzą ostatecznie w stronę wielkiego pożaru Rzymu.
Drugi cykl jest bardziej widowiskowy, ale momentami mniej zwarty. W pierwszej odsłonie nawet pozornie spokojniejsze rozmowy potrafiły mieć w sobie napięcie. Człowiek cały czas miał poczucie, że za kolejnym gestem, spojrzeniem czy decyzją kryje się jakaś głębsza polityczna rozgrywka. Tutaj Dufaux częściej przeskakuje między miejscami, bohaterami i wydarzeniami. Zyskujemy większą panoramę epoki, ale tracimy trochę klaustrofobicznego napięcia, które tak dobrze budowało poprzedni cykl.
Nie znaczy to jednak, że scenariusz jest słaby, wręcz przeciwnie. Dufaux nadal potrafi prowadzić historię w sposób bardzo czytelny, a kolejne wydarzenia mają swoje konsekwencje. Podoba mi się też, że wielkie wydarzenia historyczne nie są potraktowane wyłącznie jako efektowna dekoracja. Szczególnie interesujące jest to, jak pożar Rzymu staje się punktem, wokół którego splatają się losy różnych ludzi, nie tylko najważniejszych postaci.
Pewne zgrzyty pojawiają się zaś wtedy, kiedy scenariusz zbyt wyraźnie zaczyna podpowiadać czytelnikowi, dokąd zmierza. Fascynacja Nerona ogniem i jego marzenia o nowym Rzymie są interesującym elementem jego przemiany, ale autor chwilami wykłada te karty zbyt otwarcie. Zamiast pozwolić napięciu narastać samoistnie, kilka razy zbyt mocno sugeruje przyszły kierunek wydarzeń.
Pod kątem kreacji postaci album prezentuje się naprawdę bardzo dobrze, choć nie wszystkie decyzje scenariuszowe uważam za jednakowo udane.
Najciekawiej wypada sam Neron, którego stopniowa przemiana w ogarniętego paranoją narcyza przekonanego o własnej boskości stanowi najsilniejszy punkt tej części. Fascynująco obserwuje się też rozwój tytułowego Lucjusza Mureny. To już nie jest krystalicznie czysty, szlachetny młodzieniec. W zderzeniu z okrutną rzeczywistością antycznego Rzymu jego postać zyskuje mroczniejsze odcienie, zmuszając go do decyzji zacierających granicę między dobrą a złą stroną.
Niestety, o ile męska część obsady zyskuje na skomplikowaniu, o tyle postacie kobiece bywają traktowane dość jednowymiarowo. Poppea, która zajmuje miejsce usuniętej w cień Agrypiny, została zarysowana niemal wyłącznie przez pryzmat bezwzględnej manipulacji, okrucieństwa i żądzy władzy. Brakowało mi w niej jakichkolwiek niuansów, które uczyniłyby z niej postać bardziej ludzką, a nie tylko ucieleśnienie pałacowego zepsucia.
Rzym Dufauxa i Delaby’ego jest brudny, duszny, pełen przemocy, przepychu i ludzi walczących o własny interes. To wizja miasta, które ma w sobie coś nieprzyjemnego i jednocześnie fascynującego.
Drugi cykl jeszcze mocniej wykorzystuje tę cechę. Rzym nie jest już wyłącznie miejscem dworskich rozmów i pałacowych knowań. Opowieść wychodzi poza wcześniejsze ramy, a późniejsze fragmenty szczególnie dobrze pokazują, jak ogromnym organizmem jest miasto i jak różnie poszczególni ludzie mogą doświadczać tych samych wydarzeń.
Najlepiej wypada tu kontrast między wielkością imperium a kruchością pojedynczego człowieka. Władza, pieniądze, religia, przemoc i ambicje najpotężniejszych mieszają się ze zwyczajnym życiem mieszkańców. Kiedy nadchodzi wielkie wydarzenie, nie oglądamy go wyłącznie oczami cesarza czy najważniejszych bohaterów. Dufaux pozwala spojrzeć również na ludzi, których losy pojawiają się tylko na chwilę. Dzięki temu skala tragedii staje się bardziej odczuwalna.
Ciekawie działa również coraz wyraźniejsza obecność chrześcijaństwa. Nie dominuje ono jeszcze nad całą opowieścią, ale pojawia się jako nowy element w świecie, który dotąd miał swoje ustalone religijne i polityczne reguły. Dufaux nie robi jednak z tego nachalnego wykładu, co uważam za dobrą decyzję.
Mam natomiast wrażenie, że przy całym historycznym rozmachu seria czasem korzysta z najbardziej oczywistych skojarzeń z Rzymem. Gladiatorzy, przemoc, seksualność, dekadencja i okrucieństwo są tu bardzo mocno eksponowane. To pasuje do tonu serii, ale momentami odbiera jej trochę subtelności. Tym bardziej że zaplecze historyczne jest naprawdę solidne.
Warstwa wizualna, za którą odpowiada Philippe Delaby, to prawdziwa uczta dla oczu i element, w którym trudne do znalezienia są jakiekolwiek słabe punkty.
Rysunki są niezwykle precyzyjne, dopracowane i pełne anatomicznego oraz architektonicznego realizmu. Panoramiczne kadry ukazujące Rzym, architekturę budynków czy rozmach wielkiego pożaru po prostu zapierają dech w piersiach.
Rysownik wykonuje gigantyczną pracę w oddawaniu mimiki bohaterów – emocje, strach, obłęd czy pożądanie są wypisane na ich twarzach w sposób niezwykle czytelny. Na osobną uwagę zasługuje praca światłem i kolorem. Mroczne, nocne sceny, rozświetlane jedynie płomieniami pochodni lub trawiącym ulice ogniem, budują niesamowity nastrojowy spektakl.
Choć to wciąż komiks wybitny, Murena: Cykl drugi: Żona nie ustrzegła się pewnych potknięć.
Przede wszystkim przeszkadzać może pewna schematyczność w zastępowaniu postaci. Gdy w pierwszym cyklu pozbyto się kluczowych graczy, ich miejsce zajęły postacie skonstruowane wedle niemal identycznych szablonów. Najlepszym przykładem jest Poppea, która przejmuje rolę Agrypiny, będąc od niej jednak znacznie mniej skomplikowaną emocjonalnie.
Troszkę drażnić potrafi również sposób prowadzenia narracji za pomocą ramek tekstowych. Będący narratorem głos z zewnątrz bywa czasem zbyt dosłowny, dopowiada rzeczy oczywiste albo sztucznie łamie płynność wypowiedzi bohaterów. Dodatkowo ciągłe, mało subtelne zapowiedzi pożaru Rzymu oraz fascynacji Nerona ogniem w pierwszych zeszytach tego zbioru wypadają nieco zbyt łopatologicznie.