Donald, znany leń i niezdara, staje przed nadkaczym wyzwaniem: musi iść do pracy, aby opłacić czynsz! Stara się ze wszystkich sił, jednak nie daje rady… Na szczęście ma tajną tożsamość Superkwęka, ale czy sławny mściciel w masce okaże się równie dobry w zarabianiu pieniędzy, co w łapaniu przestępców? To wcale nie jest takie pewne. Pewne są za to szalone i wesołe przygody, kiedy obie osobowości bohatera będą się starały wydobyć wujaszka Sknerusa z kłopotów, pokonać Braci Be i uratować miasto przed zlodowaciałymi zombi. Czy Donald zdoła w końcu znaleźć zatrudnienie dostosowane do jego miernych kwalifikacji?
Scenarzystą albumu jest Francuz Nicolas Pothier znany z humorystycznej serii „Ratafia”, westernu „Junk”, przygodowej opowieści „Walhalla” czy albumu „Miki kontra Przymierze Złoczyńców”. Rysunki są dziełem belgijskiego grafika Batema (pseudonim Luca Collina), współtwórcy bestsellerowego cyklu dla dzieci „Marsupilami” i komediowej historii „Sam Speed”.
9.09.2026
I
Kolor
Twarda
216x285 mm
56
54,99 zł
9788328169982
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Damian Maksymowicz: "Praca dla Superkwęka” to kolejny z albumów wydanych w cyklu „Miki i przyjaciele”. Charakteryzują się one powiększonym, frankofońskim formatem, twardą oprawą i pojedynczą, zamkniętą historią. Superkwęk w kraju nad Wisłą obecny jest od lat. Moim pierwszym zetknięciem z nim były „Komiksy z Kaczogrodu #2 Kaczor Donald: Imperator kontratakuje” kupione w trakcie wakacji w jednym z kiosków Ruchu. Dla młodszych czytelników wyjaśniam, że kiosk Ruchu to takie wolnostojące miejsce, gdzie można było kupić prasę, jak również kosmetyki, bilety, rajstopy, słodycze, artykuły spożywcze, chemię gospodarczą i napoje. Superkwęk przez lata przewijał się przez różne odsłony „Gigantów”, a jakiś czas temu doczekał się również dwóch wydań zbiorczych w ramach linii „Gigantach Premium”. O tym pierwszym myślę, że słyszały nawet osoby nieczytające komiksów z kaczkami, ze względu na dosyć problematyczne tłumaczenie pierwszego wydania. Mój syn bardzo lubi Superkwęka, osobiście preferują inne alter-ego Donalda - tajnego agenta DoubleDucka, ale nie powiem, żebym podczytywał trykociarskie opowiastki bez przyjemności.
W „Pracy dla Superkwęka” dostajemy cztery powiązane ze sobą historie, których motywem jest bardziej prywatne życie Donalda. Największy pechowiec i złośnik w Kaczogrodzie musi znaleźć pracę. Tym razem z nakazu wujka Sknerusa, którego pozycja w rankingu najbogatszych miliarderów jest zagrożona. Stary liczykrupa nie chce przegrać ze swoim biznesowym konkurentem, Kwakefellerem, a jedynym sposobem na zgarnięcie lauru zwycięstwa jest otrzymanie darowizny. Sknerus wymyśla sobie, że takową może przekazać mu jego niegramotny siostrzeniec, a w tym celu najpierw potrzebuje znaleźć pracę zawodową. Donald używa tutaj swojej superkwęczej tożsamości, by wyjść obronną ręką z całej sytuacji. Oczywiście, jako że jest to pierwsza historia, zostaje ona w pewien sposób domknięta, ale finalnie Sknerus dochodzi do wniosku, że ma dosyć swojego krewnego darmozjada i ten powinien płacić mu czynsz, więc Donald, tak czy siak, nadal musi znaleźć etat.
W drugiej z przygodzie, zatytułowanej „Mleczna robota” firma dostarczająca nabiał swoim klientom potrzebuje kuriera przebranego za superbohatera. Fucha wprost skrojona dla Donalda, który dla odmiany biurze udział w rekrutacji (w postaci wyścigu pomiędzy konkurującymi ze sobą kandydatami) jako on sam, ale przebrany za Superkwęka. Niesie to ze sobą kilka komediowych sytuacji. Wisienką na torcie jest cameo Supergoofy’ego.
Trzecia opowieść - ulubiona zarówno syna, jak i moja - nosi tytuł „Ciężka noc w muzeum”. Donald to kaczor pracujący, żadnej pracy się nie boi, więc postanawia zostać nocnym stróżem. Jedynym warunkiem jest to, że podczas próbnej nocy nie zaśnie na warcie. Pech chce, że tak jak Goguś przyciąga szczęście, tak nasz ulubiony kaczor przyciąga pecha i złodzieje wybrali sobie akurat tę noc na kradzież dzieł sztuki. Ledwo przytomny Donald, chcąc dostać robotę, przebiera się w trykoty, by powstrzymać złodziei przed okradzeniem swojego przyszłego pracodawcy.
Finałowa historyjka posiada najciekawszy twist, jak i co najmniej intrygujący tytuł: „Cukierki, zombie i wentylatory”. Donald postanawia zatrudnić się w fabryce wentylatorów podczas bardzo upalnego kaczogrodzkiego lata. I cóż... bycie, w „odwrotnym Gogusiem” sprawia, że akurat teraz wentylatory stają się zbędne, gdyż na rynek trafiły chłodzące cukierki („Ice Fresh”, ale bardziej). Przedawkowanie ich niesie ze sobą fatalne konsekwencje. Superkwęk musi walczyć z czasem, by samemu nie zamienić się w takie chłodząco-cukierkowe zombie, uratować mieszkańców miasta i odkryć, kto stoi za tym żywieniowym faux pas.
„Praca dla Superkwęka” to zbiór opowieści, które śmiało mogłoby znaleźć się w jednym z wydań „Giganta”, tak, jak swego czasu stało się z „Wujkiem Sknerusem i Dziesięciocentówką Nieskończoności”. Scenariusz Nicolasa Potierra jest solidny, bawi w odpowiednich dawkach i gra motywem, gdzie to cywilna tożsamość Kaczora jest motorem napędowym fabuły. Chwili przyzwyczajenia wymaga z kolei kreska rysownika o pseudonimie Batem, gdyż odstaje ona od tego, do czego przyzwyczaiły nas klasyczne, włoskie komiksy Disneya. Cykl „Miki i przyjaciele” nie po raz pierwszy przedstawia komiks, którego oprawa graficzna nie jest evergreenem i nie przypadnie do gustu każdemu.
Jeśli macie pod ręką młodszych fanów superbohaterskiego wcielenia Donalda lub sami nimi jesteście, to nie będziecie zawiedzeni po lekturze. Format wydania czyni „Pracę dla Superkwęka” niezgorszym pomysłem na prezent dla kaczkofana w każdym wieku.