Intrygujący mistrz intryg Mister Sinister obalił rząd mutantów i przeobraził wszechświat na swoje podobieństwo – zmienił go w mroczną, autorytarną dystopię. Nie na darmo jednak mówi się: „Uważaj, czego sobie życzysz”. Po dziesięciu latach wszyscy, nawet sam Sinister, mają już powyżej uszu ponurych skutków jego spisków. Czy rebelianci pod wodzą Storm zdołają położyć kres jego tyranii? Po czyjej stronie staną genetyczne chimery Sinistera? I kim są Niemoralni X-Men, którzy przysięgli zgładzić świat, który ich kocha i szanuje?
Scenariusz tego komiksu napisali Al Ewing, Kieron Gillen i Si Spurrier, a rysunki stworzyli Andrea Di Vito, Paco Medina, Lucas Werneck oraz inni artyści.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Immoral X-Men” #1–3, „Nightcrawlers” #1–3, „Sins of Sinister” #1, „Sins of Sinister: Dominion” #1 i „Storm & the Brotherhood of Mutants” #1–3. Należy do cyklu „Przeznaczenie X”. Ukazujące się w nim komiksy kontynuują wątki ze „Świtu X” i z „Rządów X”.
8.04.2026
I
Kolor
Miękka ze skrzydełkami
170x260 mm
324
129,99 zł
9788328175662

W długaśnej historii o mutantach i Krakoi w końcu zaczęło się dziać coś mocno niestandardowego. I od razu ich przygody stały się dużo ciekawsze.
O tym, że Mister Sinister stanie się bardzo ważną częścią tejże opowieści było już wiadomo podczas lektury “Nieśmiertelnych X-Men”, którzy byli kolejną odsłoną krakoańskiego spektaklu, tym razem pod szyldem “Przeznaczenie X”. Jeszcze niedawno ów bohater miał niewiele do zaoferowania w kolejnych fabułach, ot przykład jednego z tych zadufanych w sobie, irytujących mutantów, dbających przede wszystkim o własne interesy, ale raczej bez takiej siły fabularnego przebicia, by bardziej zwrócić na niego uwagę. Ale stał się cud, bo Kieron Gillen wybrał go sobie na napędzającą fabułę postać w “Nieśmiertelnych X-Men”, a już w “Grzechach Sinistera” bohater ten całkowicie króluje.
Z poprzedniej historii o różnych knowaniach Rady Krakoi wiemy o związkach Sinistera z Destiny, które mają źródło w naprawde dawnych czasach. Ona wciąż chce znaleźć dla siebie i swojej ukochanej (Mystique) jak najlepszą przyszłość. On chce, by przyszłość należała do niego - tak po prostu, jak przystało na wielkiego aroganta. I właśnie o takiej przyszłości traktuje historia w całkiem pokaźnym tomie, zatytułowanym znacząco “Grzechy Sinistera”. Bo przecież wszyscy grzeszymy, ale zazwyczaj z umiarem. Natomiast Sinister nagrzeszył przez swoją próżność w takim stopniu, że wyszedł z tego nieziemski, rozciągnięty na całe tysiąclecie kosmiczny galimatias. Trzeba przyznać, że ma gościu rozmach!
“Grzechy Sinistera” dlatego są dobre, bo nawiązują i wykorzystują założycielski dla ery Krakoi koncept Jonathana Hickmana tyczący kolejnych rzeczywistości tworzonych na nowo wraz ze śmiercią Moiry MacTaggert. Ten motyw w późniejszych komiksach był traktowany nieco po macoszemu, a przecież niesie w sobie i pokaźny ładunek fabularny i olbrzymie emocje - Sinisterowi wystarczyło bowiem sklonować Moirę i testując jej kolejne żywota, szukać i próbować stworzyć taką przyszłość, która będzie dobra dla niego samego. W “Grzechach Sinistera” jesteśmy właśnie w takiej nowej przyszłości, w której złoczyńca zainfekował innych członków Rady Krakoi własnym genem. W efekcie różni członkowie Rady, jak dajmy na to Charles Xavier czy Emma Frost stają się odmianą Sinistera, czymś w rodzaju jego kopii/awatara/ w jednym, choć zachowują cechy pierwotnej osobowości, bo zostały im przecież ich wrodzone zdolności i ambicje.
I najprawdopodobniej w tym tkwi największy błąd tytułowego bohatera powodowanego grzechem pychy. Oto bowiem cały wszechświat zmienia się w arenę rywalizacji tych sinisterowych kopii. A jeszcze są przecież nie zainfekowani przeciwnicy, którzy występują przeciw dawnym przyjaciołom próbując przywrócić niegdysiejsze status quo, przez co wszechświat na stulecia pogrąża się w konflikcie. A na dodatek jedna ze stron konfliktu sprzątnęła Sinisterowi jego laboratorium, w którym hodował klony Moiry i zrozpaczony obrotem spraw złoczyńca nie może przeciąć tej rozwijającej się w niepożądanym kierunku linii czasu.
No tak, zazwyczaj w recenzjach staram się unikać dłuższych opisów fabuły - bo fabuły są do przeczytania w komiksie - ale chciałem sam sobie poukładać ten cały bałagan. Bo mimo, że to wszystko brzmi jak jakiś komiksowy żart, to jest całkiem na poważnie rozbudowane przez Gillena i scenarzystów pobocznych serii (Spurrier i Ewing), ze wszelkimi konsekwencjami trwającego tysiąc lat konfliktu. Narracja jest gęsta i wnikliwa, motywy poszczególnych bohaterów logicznie wyłożone, a całość jest fascynująca metaforą ludzkich pragnień o budowaniu świata na własną modłę, najlepiej takiego, w którym wszyscy myślą podobnie jak my. A żeby ta metafora wybrzmiała dosadnie, to trzeba takiego właśnie scenariuszowego rygoru i pełnej wersji wydarzeń. Aż żal, że niektóre fragmenty tej opowieści nie są mocniej dociśnięte graficznie, czasem brakuje jakiegoś bardziej surrealistycznego spojrzenia na tą historię, bo ona sama w sobie jest totalnie surrealistyczna.
Czy ów tom, cały ten wątek Sinistera będzie miał wpływ na krakoańską erę? Czy on w ogóle wydarzył się tak, jak mamy to na kartach komiksu, czy przerwał dziesiątą linię żywota Moiry, w której rozgrywała się nowa historia mutantów począwszy od “Rodu X/Potęg X” Hickmana? To jest tak pokrętnie wymyślone przez Gillena, że naprawde trudno jest mi te wątpliwosci rozwiać. Zamiast tego cieszę się, że w zalewie superbohaterskije papki od czasu do czasu trafi się komiks, który zakrzywia kontinuum, proponuje nowy kierunek, bawi się superbohaterskimi motywami i jest w jakiś sposób pozytywnie irytujący, bo nie wiemy do końca, czy to był rodzaj żartu, czy pełnoprawna część dłuższej historii. Od czasu pierwszej w kolejności historii Hickmana nie czekałem z taką ciekawością, co też wydarzy się dalej. Może i nic z tego ciekawego nie wyniknie, ale cieszę się, że znowu czułem mnóstwo przyjemności czytając przygody mutantów.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.