Pierwszy ze słynnych komiksowych travelogów niezwykle popularnego kanadyjskiego autora, Guya Delisle.
„Shenzhen” to zabawne i błyskotliwe obserwacje Delisle z życia w położonym na południu Chin industrialnym mieście-molochu, odciętym od reszty kraju elektrycznymi płotami i uzbrojonymi strażnikami.
Do Shenzen Delisle trafił – podobnie jak do Pjongjangu, co opisał w innym swoim komiksie – by nadzorować prace nad filmem animowanym produkowanym przez francuską firmę. I od razu uderzyły go liczne i ekstremalne kontrasty: między kulturami Zachodu i Wschodu, między życiem w świecie nie pozbawionym wad, ale wolnym, a krajem, który stara się kontrolować niemal każdy aspekt egzystencji swoich obywateli.
„Shenzen” ukazało się po raz pierwszy w roku 2000 i stało się początkiem wielkiej komiksowej kariery Guya Delisle. Gdyby nie sukces tego komiksu pewnie nie porzuciłby pracy w animacji i nie powstałyby kolejne jego powieści graficzne – „Pjongjang”, „Kroniki birmańskie”, czy „Kroniki jerozolimskie”.
07.2021
I
Czerń / Biel
Miękka ze skrzydełkami
165x245 mm
152
44,90 zł
9788366128743
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

„Shenzhen” to kolejny komiks G.Delisle, opowiadający o jego „wyprawie”, tym razem do tytułowego miasta w Chinach. Okazuje się, że „Kroniki jerozolimskie” i „Kroniki birmańskie” to historie dziejące się później, podczas kolejnych podróży autora z żoną i dzieckiem. Natomiast „Shenzhen” ukazuje wyjazd służbowy, związany z wykonywaną wówczas przez autora pracą, polegającą w głównej mierze na nadzorowaniu procesu tworzenia serialu animowanego przez podwykonawcę z Chin.
Wszyscy, którzy czytali inne utwory tego autora, wiedzą czego się spodziewać. Mamy tu do czynienia z subiektywną oceną świata, jakże innego od tego, w którym G.Delisle przebywa na co dzień. Obraz ten podlany jest solidną dawką autoironii, co dodaje mu sporo autentyczności. Kwestia swego rodzaju krytyki wobec innej kultury, wobec innych, jakże odmiennych niekiedy zachowań i postaw społecznych, jest zdecydowanie bardziej przystępna, gdy widzimy, jak wiele dystansu autor ma również wobec samego siebie, wobec wartości, które sam uosabia. Zetknięcie z inną rzeczywistością, wręcz zderzenie z nią, wyostrza u niego zmysł postrzegania. Dzięki temu nie umykają mu drobiazgi, które zebrane w całość budują wspaniałą panoramę społeczną tamtego skrawka świata.
Dla fanów G.Delisle lektura „Shenzhen” posiada jeszcze jeden dodatkowy atut. Możemy na własne oczy zaobserwować jak zmieniał się jego warsztat plastyczny. Pomimo charakterystycznej grafiki widać, jak bardzo zmieniła się praca chociażby cieniami. Nie jestem specjalistą w tej materii, ale odnoszę wrażenie, że miała tu miejsce zmiana narzędzi wykorzystywanych do tworzenia rysunków. Bez względu jednak na moje spostrzeżenia, widać wyraźnie, że styl autora ewoluował i nie ukrywam, że mnie zdecydowanie bardziej odpowiada oprawa graficzna z jego późniejszych komiksów.
Podróż z G.Delisle była dla mnie jak zawsze pouczająca, czasami nawet szokująca, ale zawsze podlana delikatnym humorem, który poprawia smak całego dania i powoduje, że jest bardziej przystępne. Fanów Kanadyjczyka nie muszę przekonywać. A jeśli nie mieliście do czynienia z jego pracami to zdecydowanie spróbujcie. Jest pysznie i egzotycznie.