Wszyscy znamy tę historię. Skromny archeolog Adam Strange zostaje trafiony przez Promień Zeta i przeniesiony na odległą Rann. Zakochuje się w córce władcy, pomaga mieszkańcom planety odeprzeć inwazję obcych zwanych Pykktami, doświadcza straty, staje się miejscową legendą i publikuje wspomnienia, w których opisuje swoje przygody.
A gdyby to wcale nie było takie proste?
Ginie mężczyzna, który zaczepił Adama podczas spotkania z czytelnikami, a w mediach wrze. Na prośbę samego Strange’a Mister Terrific – genialny detektyw – rozpoczyna śledztwo, by zbadać, czy wydarzenia na Rann faktycznie wyglądały tak, jak opisuje to sam zainteresowany w swojej autobiografii. Kim jest Strange? Bohaterem czy zbrodniarzem wojennym? Walczył z honorem czy masakrował niewinnych? Rzeczywiście istnieje coś takiego jak absolutna prawda czy może każda prawda jest jedynie wersją historii, którą sami sobie opowiadamy?
Komiks nominowany do nagród Hugo i Eisnera.
Scenariusz napisał Tom King („Człowiek Cel”) znany z zagłębiania się w mroczne zakamarki ludzkiej psychiki, a rysunki stworzyli Mitch Gerads („Mister Miracle”) i Evan „Doc” Shaner („The New Champion Of Shazam!”), których odmienne style artystyczne podkreślają złożoność tej historii.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „Strange Adventures” #1–12, „Strange Adventures Directors Cut” #1 (scenariusz i czarno-białe plansze do pierwszego rozdziału), a także wstęp scenarzysty, galerię okładek zeszytów oraz szkice miejsc i postaci.
15.10.2025
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
448
169,99 zł
9788328173170

Adam Strange, superbohater dwóch światów to postać w zasadzie nieobecna na naszym rynku - mignęła raptem bodajże w dwóch czy trzech komiksach. Po “Strange Adventures” z pewnością na długo zapamiętamy tego herosa.
Adam Strange to kolejny z grupy drugoplanowych superbohaterów, za których dekonstrukcyjne odświeżenie zabrał się scenarzysta Tom King. Po takich komiksach jak “Mister Miracle”, “Vision”, “Człowiek cel” z dużą ciekawością czekałem na komiks o przygodach Adama Strange’a. Pamiętam tego oldskulowego z wyglądu bohatera z “Nowej Granicy” Darwyna Cooke’a, ale też z utrzymanych w radosnej, przygodowej stylistyce różnych ilustracji na zamówienie, które wpadły mi w oko na facebookowych grupach ze sztuką komiksową. Zwykle Adam Strange ze swoim jetpackiem frunie gdzieś wysoko nad miastem, aż człowiekowi bezwiednie przychodzą na myśl skojarzenia z Tytusem de Zoo z księgi o poprawce z geografii. Fajny bohater, fajna sceneria - myślimy. Jednak biorąc do ręki komiks Toma Kinga, trzeba trzymać się innej prawdy - fajnie już było. Teraz przyszedł czas na poważne sprawy.
Adam Strange to bohater powołany do życia w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Jest ziemskim archeologiem, który po trafieniu promieniem Zeta przenosi się na odległą o 40 bilionów kilometrów planetę Rann, na której znajduje nową miłość i nowy dom. Odtąd żyje na dwóch światach - kiedy moc promienia, który go trafił gaśnie, wtedy wraca na Ziemię - na ów moment, w którym powraca w ogóle nie ma wpływu. Aby wrócić na Rann znowu musi zostać trafiony promieniem. I tak w kółko, w dość długich odstępach czasu. Oto zatem mieszkaniec dwóch światów. A jak widzimy na początku komiksu Kinga - nie tyle mieszkaniec, co również bohater.
Gdybym wcześniej nie czytał wspomnianych wyżej komiksów Kinga, to z pewnością ten początek by mnie zaskoczył Po pierwsze mamy tu dwutorową, mocno szarpaną narrację - nie czuć w niej wzorca, według którego dostajemy czasowe przeskoki między przeszłością i teraźniejszością, między wydarzeniami na Ziemi i na Rann. A jednak czyta się to bardzo płynnie - narracja momentalnie zasysa i nie puszcza do samego końca - komiks przeczytałam w ciągu jednego dnia, z przerwą, podczas której myślałem o tym, żeby jak najszybciej wrócić do lektury. Jacek Żuławnik w roli tłumacza spisał się tu doskonale.
Druga rzecz, która powinna zaskoczyć, ale po lekturze “Mr Miracle” już tak nie jest, to rysunki i kolorystyka. Doskonałe, realistyczne plansze Mitcha Geradsa, przy nałożeniu kolorów Doca Shanera nabierają jakichś wewnętrznych zakłóceń, wychylają się w stronę psychodelii i eksperymentu, choć przecież są tu też kadry, na których kolory podkreślają perfekcyjny realizm kreski Geradsa. A zatem nie tylko scenariusz, ale i warstwa graficzna podkreślają dualizm tej historii. Czy Adam Strange jest bohaterem, czy raczej antybohaterem? I jak widzi swoje działania on sam, a jak prowadzący śledztwo w jego sprawie Mister Terrific?
No właśnie - w komiksie równie ważną postacią jest czarnoskóry bohater (którego spora grupka fanów niezwykle polubiła w “Supermanie” Jamesa Gunna), ale też żona Adama, pochodząca z rann Allana. Nawet więcej - przy tej świetnie napisanej dwójce bohaterów Adam wypada nawet trochę blado, bowiem oni są kluczowi dla tej historii, a im więcej zeszytów jest za nami, tym mocniej zaczyna nas uwierać niekonsekwentna natura tytułowego superbohatera.
Z czasem coraz mocniej przekonujemy się, że tytuł wybrzmiewa tu mocno ironicznie. “Strange Adventures” odnoszą się zarówno do przygód Adama Strange’a, jak i do tytułu starej serii komiksowej którą tłumaczymy najprościej jako “Dziwne przygody”. W rzeczywistości, fabuła Toma Kinga o wojnie zarówno planety Rann jak i później Ziemi z agresywnymi Pykktami to niezwykle realistyczna opowieść o wojennych traumach i różnych innych kosztach prowadzenia wojen - takich bez taryfy ulgowej. Jest tak, jakby Tom King chciał pokazać, że pewne historie, choć z pozoru wyglądają na sympatyczne, bohaterskie i pełne obnoszonego przez bohaterów honoru, są jedynie płaszczykiem dla ich mrocznej, ukrytej warstwy. To widać już na początku - pierwsza plansza przy podpisywaniu przez Strange’a książki - ot sympatyczne wydarzenie, a po chwili mamy zgrzyt, bo pojawia się ktoś, zarzucający bohaterowi kłamstwa, co zresztą jest też uwidocznione na okładce pierwszego zeszytu. I tak, krok po kroku, przez dwanascie zesztytów kolejne warstwy z wyidealizowanego portetu superbohatera, by dotrzeć w końcu do jego prawdziwego oblicza.
Na poziomie konstrukcji, sposobu narracji, po prostu na poziomie formalnym “Strange Adventures” to rzecz doskonała i zarazem nieszablonowa. Nie wiem jednak, czy do końca przekonują mnie motywacje, droga życiowa i w końcu przemiana Strange’a pokazana w fabule, związana z tajemnicą dotyczącą losu jego córki, ale koniec końców jestem w stanie w cały ów proces uwierzyć. Ale jest też inne pytanie - czy tak zaawansowana dekonstrukcja prostego w konstrukcji superbohatera ma sens? Czemu Tom King z taką konsekwencją tworzy te nowe wersje historii życia drugoligowych superbohaterów? Czemu spogląda na nich w inny, nowy sposób, który i tak przypomina to, co robili w swoich najlepszych dziełach Alan Moore i Frank Miller? Po co komplikuje ich życiorysy i odsłania ich mroczną stronę? No właśnie, odsłania, czy wymyśla na nowo? Częściej myślę, że jednak to pierwsze, bo kto tak naprawdę wytrzymałby to całe bycie superbohaterem z wielkimi powinnościami i nieustanną gotowością by ruszac do walki. I robić to praktycznie dzień w dzień? Raczej nikt normalny.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
Początkowo podchodziłem do tego tytułu trochę sceptycznie.
Poprzednie uznane dzieło tych autorów (Mister Miracle) nie zachwyciło mnie.
W tym przypadku początek był trochę nudnawy ale w pewnym momencie zaczęło mi się to kapitalnie czytać.
Gorąco polecam.
Strange Adventures to absolutny sztos i od razu ląduje na półce z moimi ulubionymi komiksami. Podczas lektury totalnie mną zawładnął!
Fabuła prowadzona jest tutaj dwutorowo. Z jednej strony obserwujemy teraźniejszość, Adam Strange jest uwielbianym bohaterem wojennym, celebrytą i autorem bestsellerowej książki. Z drugiej cofamy się do wydarzeń na planecie Rann, gdzie walczył o przetrwanie swojej rodziny i całego świata. Wojna odcisnęła jednak na nim ogromne piętno, bo podczas konfliktu stracił córkę. Gdy w teraźniejszości dochodzi do morderstwa, a tropy zaczynają prowadzić właśnie do Strange’a, sprawą zajmuje się Mister Terrific działający na prośbę Batmana.
Ciężko opisać, jak świetnie działa ta historia. Dwie linie czasowe przeplatają się ze sobą w idealnym tempie, a scenariusz jest skonstruowany wręcz z zegarmistrzowską precyzją. Każdy dialog, każdy detal i każdy twist mają tutaj znaczenie. Najbardziej powala jednak klimat! Sączy się z każdego kadru, spojrzenia i niedopowiedzenia. To komiks, od którego naprawdę trudno się oderwać. Kiedy musiałem przerwać czytanie, cały czas zastanawiałem się, co wydarzy się dalej. Uwielbiam ten stan!
Ogromne wrażenie robią też ilustracje. Są różnorodne, bardzo filmowe i fenomenalnie budują atmosferę. Gra świateł, kolorystyka, mimika bohaterów czy drobne szczegóły w tle sprawiają, że momentami trzeba po prostu zatrzymać się na planszy i chłonąć klimat. Wizualnie to absolutny top.
Jasne, pod koniec można doszukać się kilku drobnych minusów, ale kompletnie nie mają one dla mnie znaczenia. Dawno żaden komiks nie wciągnął mnie tak mocno jak ten. Dla fanów ambitniejszych historii superhero to pozycja obowiązkowa.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek