Historie z tego albumu pierwotnie publikowano w odcinkach, w magazynie „Creepy” w latach 1984–1985. Nawiązują one do postaci Kuby Rozpruwacza – mordercy, który przez dziesięć tygodni siał terror w Londynie. Do dziś nie udało się ustalić, kim był.
Segura i Ortiz postanowili zagrać na tej nucie, wyobrażając sobie Kubę jako policjanta, żebraka, marynarza, przedstawiciela burżuazji, a nawet…
Stworzyli komiks, który stał się prawdziwym klasykiem. To opowieść o mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy, jedna z najbardziej twórczych i uderzających reinterpretacji mitu Kuby Rozpruwacza. Autorzy zrezygnowali z ujęcia historycznego i w zamian zmierzyli się z uniwersalną prawdą o tym, że zło potrafi zagnieździć się w głębi naszych serc.
Uwaga! Komiks tylko dla dorosłych.
24.01.2024
I
Czerń / Biel
Twarda
240x320 mm
80
72,00 zł
9788367270649
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Od momentu wydania "Hombre" komiksy Antonio Segury i José Ortiza cieszą się u nas całkiem sporą popularnością, a obaj autorzy są regularnie eksploatowani przez Lost in Time, które sukcesywnie poszerza ich katalog. I u mnie kilka pozycji znalazło się na radarze – przede wszystkim właśnie "Hombre", "Burton & Cyb" oraz "Tysiąc twarzy Kuby rozpruwacza", bo pozostałe nie wyglądają dla mnie aż tak interesująco. Jak zwykle trochę zwlekałem, ale sięgnąłem w końcu po coś z repertuaru duetu, a wybór padł na komiks inspirowany wydarzeniami w Whitechapel.
Z początku miałem wrażenie, że pomysł na tę serię będzie nieco inny niż w rzeczywistości. Po pierwszych odcinkach wydawało mi się, że kolejne odsłony będą przedstawiać wpływ, jaki postać Kuby wywarła na różnego rodzaju podatnych umysłach, a bohaterami następnych historii będą jego naśladowcy, a więc te tysiąc twarzy będzie bardziej metaforyczne. Mam zresztą odczucie, że taka koncepcja byłaby ciekawsza niż to, co faktycznie serwują twórcy, bo po kilku rozdziałach okazuje się, że chyba jednak jest w tym jakaś ciągłość, a śledzić będziemy losy tylko jednego zwyrodnialca, który w tej wersji jest po prostu mistrzem przebieranek.
Natomiast poszczególne historie – choć to może na wyrost, raczej historyjki – nie są specjalnie zajmujące. No cóż, to komiks prasowy, gdzie większość odcinków ma po 8 stron i mimo że scenarzysta stara się zrobić z tej niewielkiej powierzchni użytek, to im dalej, tym mocniej uwidacznia się, że jest to jednak pulpa. A więc raz będzie lekko humorystycznie, raz bardziej przewrotnie, miejscami logikę trzeba będzie trochę naciągnąć, a czasami akcja rozwiąże się zwyczajnie głupawo. Nie była to długa seria, więc całość mieści się na ok. 70 stronach, których lektura mija zasadniczo bezboleśnie (oczywiście nie dla ofiar Rozpruwacza), ale też po jej zakończeniu wiele w głowie nie pozostaje. Zabrakło mi w tym głównie jakiejś błyskotliwości, która skutkowałaby tym, żeby dane opowiadanie na dłużej utkwiło mi w pamięci. Tego czegoś, dzięki czemu rzeczywiście czułbym potrzebę zabrania się za następną opowieść z cyklu czy powrócenia do nich w przyszłości, a nie tylko siedział i beznamiętnie przerzucał kolejne kartki.
Pod kątem graficznym jest lepiej. Kreska Ortiza, która momentami kojarzyła mi się z jego rodakiem Jordim Bernetem, z jednej strony wygląda na coś typowego, czego można spodziewać się w magazynie pokroju "Creepy", ale nie da się mu odmówić, że po tej estetyce poruszał się naprawdę sprawnie. Potrafił uchwycić brud londyńskich ulic, ich mglisty klimat czy plugawość zamieszkujących je postaci. Parę razy puścił też oko do czytelników – w tle można wyłapać detektywa łudząco podobnego do Sherlocka Holmesa, a w rolach niektórych bohaterów obsadził gwiazdy kina grozy złotej ery Hollywood, więc w kadrach możemy natrafić na Borisa Karloffa czy Petera Lorre. Jednocześnie i rysunkowo jest to pulpa, więc ilustracje nie stronią od efektów działalności Kuby czy też wdzięków pięknych kobiet (bądź połączenia obu wymienionych) – z czego wywiązują się zasadniczo dobrze.
Koniec końców komiks to pozycja przyzwoita, acz nic takiego, co szczególnie zachęciłoby mnie do sięgnięcia po inne tytuły autorów. Nadal mam zamiar zapoznać się co najmniej z "Hombre", jednak "Tysiąc twarzy Kuby Rozpruwacza" nie jest powodem, żebym miał się rzucić do klawiatury i wklepywać zamówienie na kolejny komiks Segury i Ortiza. Przeczytać można, ale nie uważam, abym cokolwiek stracił, gdybym na tę serię nie trafił.
Ocena 2/6