Ostatni tom eventu „Władza absolutna”. Amanda Waller niemal zdobyła władzę absolutną: metaludzie są uwięzieni, a Jednostka Specjalna VII ściga ostatnich buntowników. Ocalali superbohaterowie, rozbici i pozbawieni mocy, zbierają siły w Fortecy Samotności i na Temiskirze. Batman, Superman i ich sprzymierzeńcy szykują ostatni, desperacki kontratak. Wojna dobiega końca, a Waller wciąż skrywa w rękawie najgroźniejszego asa.
„Władza Absolutna” to kluczowa seria, na łamach której rozgrywają się wydarzenia mające wpływ na losy uniwersum DC. Scenarzysta Mark Waid wyrasta tu na nowego architekta uniwersum DC, a rysunkowo wspiera go Dan Mora, artysta będący w życiowej formie. Kończy się kolejna era DC. Finał tej serii zmieni na zawsze przyszłość superbohaterów.
Album zawiera materiały pierwotnie opublikowane w amerykańskich zeszytach: „Absolute Power” #3–4, „Green Arrow” #16, „Wonder Woman” #13, „Absolute Power: Task Force VII” #6–7, „Absolute Power: Super Son” #1, „Green Lantern” #15 oraz „Absolute Power: Origins” #1–3.
20.05.2026
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
300
129,99 zł
9788328173439

Trzeci tom i koniec eventu. Jak zwykle miało się wszystko zmienić, a zmieniło się niewiele. Przynajmniej tak to wygląda, jeśli nie zna się albumu wprowadzającego do linii DC All In - "Alfa i Omega".
Dzień po lekturze finałowej odsłony “Władzy absolutnej” wciąż zastanawiam się, czemu znowu dałem się nabrać. Czytelnicy komiksów superbohaterskich muszą być podatni na marketingowy lep albo po prostu nie mogą się odkleić od tego, co oferują im superbohaterskie historie - od zapętlonej powtarzalności, która odbiorcy każe już chyba jedynie odhaczać nowe (z pozoru) kombinacje - kto tym razem zginie, kto ożyje, czy multiwersum się poszerzy, czy może zapadnie w sobie? Tu już nie chodzi o fabułę i rozwój bohaterów tylko taniec w koło, z którego nic nie wynika - po prostu lubimy się tak pokręcić, bo to w miarę przyjemny stan.
“Władza absolutna”, jeśli rozbić ją na poszczególne składniki nie jest wcale złą historią. To widać na początku niniejszego albumu. W recenzji poprzedniego tomu narzekałem, że za mało było Amandy Waller, no to teraz dostaliśmy trzy zeszyty opisujące jej wczesniejsze doswiadczenia, w których twórcy szukają odpowiedzi na to, w jaki sposób to ona zatrzęsła społecznością superbohaterów, dlaczego jest na nich cięta i jakim człowiekiem trzeba się stać i po jakich być przejściach, by później być w stanie tak wiele rzeczy bezlitośnie kontrolować. Wytłumaczenie jest prozaiczne, choć wiarygodne i traumatyczne, a droga do tego by stać się potworem w ludzkiej skórze konsekwentna - tak oto ta przysadzista kobieta zatrzęsła światem. To przybliżenie postaci Waller działa dobrze, bo lepiej zaczynamy rozumieć jej motywację i bezwzględność. Może też wyglądałoby to lepiej na bardziej charakterystycznych rysunkach, podkreślających postawę Waller, choć to co dostajemy na komiksowych planszach Alithy Martinez nie jest wcale aż tak standardowe i potrafi wywołać niepokój.
Tak zatem zaczyna się album, a potem wkraczamy w pełną akcji fabułę, bo przecież nieuchronnie zbliżamy się do końca eventu. I jest tak - mamy tutaj jeden dłuższy fragment dotyczący Jona Kenta uwolnionego spod wpływu Królowej Brainiaca, podczas lektury którego czuć stawkę, czuć jak bardzo Waller namieszała w życiu superbohaterów. To w tej opowieści (“Sny jak jawa”) mamy dużo bólu, dużo rysunkowej ekspresji, sporo zaskoczeń, choć nie wszystko tu wybrzmiewa jak trzeba, kiedy na tapetę wchodzi relacja Kenta z jego ukochanym - bo lepsza i ciekawsza jest ta z jego przewodniczką podczas nietypowej terapii. Być może niektórzy czytelnicy uznają tę historię za typowy zapychacz, ale z mojego punktu widzenia jest ważna i nadaje toczącym się wydarzeniom odpowiedniej wagi.
Tej wagi niestety nie czuć podczas lektury pozostałych historii. Myślałem, że im bliżej końca tym będzie bardziej dramatycznie, że pozbawieni mocy superbohaterowie będą musieli dokonać cudu, by pokonać Waller, a Batman wzniesie się na wyżyny swoich umiejętności. Nic z tych rzeczy. Batman został tu zepchnięty na daleki plan (ciekawsza w evencie jest rola Green Arrowa). Nie ma też żadnych szalonych planów w staraniach superbohaterów by pokonać Waller, raczej stosują oni prozaiczne działania, w efekcie starcie końcowe pokazane jest bez fajerwerków. A to jeszcze nic, ponieważ nieustannie odnosiłem wrażenie, że czytam jakiś zlepek historii, których twórcy nie połączyli tak, by wszystko grało, by było płynne. No szkoda. Znowu z wielkich zapowiedzi wyszło coś po prostu przeciętnego. Złapałem się na tym, że w pewnym momencie zacząłem bardziej skupiać się na rysunkach niż na fabule i miło mi było podziwiać plansze Tony’ego S. Daniela, szczególnie te z Wonder Woman w historii “Ponowne spotkanie”. A niedługo potem, ze zdziwieniem dotarłem do ostatniej strony komiksu. Jak to, to już?
A tak, już. Z jedną konkretną konsekwencją całego tego starcia, która prawdziwie wybrzmi w albumie “DC All In: Alfa i Omega”. I tu się dopiero zrobi ciekawie, bo to już prosta droga do linii Absolute. I generalnie mam dziwne wrażenie, że cała “Władza absolutna” miała taka właśnie być - w większości nijaka i powtarzalna, żeby wprowadzenie do świata Absolute wybrzmiało jak potężne pieprznięcie. Czyli damy wam jeszcze jeden event o niczym, żebyście się podąsali, żebyście deklarowali, że już macie dość tych wszystkich eventów, a to wszystko dlatego, żeby nadchodząca linia Absolute była czymś, z czym jeszcze nie mieliście do czynienia. I co jeszcze ciekawsze - dokładnie tak to zadziałało. Uniwersum DC to teraz przede wszystkim świat Absolute, do którego poprowadziła taka sobie “Władza absolutna”.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
Władza Absolutna Tom 3: Finałowe starcie zgodnie z podtytułem prowadzi nas już prosto do wielkiego finału całego wydarzenia. Zanim jednak dojdzie do ostatecznej konfrontacji, scenarzyści poświęcają sporo miejsca Amandzie Waller. Poznajemy dokładniej jej przeszłość oraz motywacje, które doprowadziły ją do obecnych działań. Nie wszystkie jej argumenty i decyzje wydają się przekonujące, ale trzeba przyznać, że ten wątek dodaje historii nieco głębi i pozwala spojrzeć na główną antagonistkę z szerszej perspektywy.
Podobnie jak w poprzednich tomach dostajemy tutaj zestaw wyrywkowych zeszytów z różnych serii, które uzupełniają główną fabułę. Wiadomo jednak, że przy tak ogromnym wydarzeniu nie da się zmieścić wszystkiego w jednym wydaniu. Na szczęście tym razem całość została poskładana wyjątkowo sensownie. Poszczególne historie dobrze się uzupełniają i tworzą spójną opowieść, co sprawia, że jest to moim zdaniem najlepszy tom całej serii.
Dużą zaletą jest fakt, że nie skupiono się wyłącznie na widowiskowych starciach. Sporo miejsca poświęcono bohaterom i ich osobistym zmaganiom. Wątek Jona Kenta wyzwolonego spod wpływu Królowej Brainiac czy napięcia na Temiskirze należą do najciekawszych i skutecznie budują emocje.
Nie wszystko jednak zagrało idealnie. Największym problemem jest dla mnie samo zakończenie. Finał wydaje się zbyt prosty i momentami sprawia wrażenie, jakby bohaterowie nagle przypomnieli sobie, jak skutecznie walczyć, po czym bez większych komplikacji obalili tyranię Waller. Całość kończy się bardzo bezpiecznym i dość cukierkowym happy endem, który pozostawia pewien niedosyt.
Od strony ilustracji główna seria trzyma niezwykle wysoki poziom. Rysunki są efektowne, pełne detali i dynamiczne, a kadry tną wzrok swoją ostrością. W zeszytach pochodzących z innych serii poziom bywa już bardziej nierówny, ale ogólnie warstwa wizualna prezentuje się bardzo dobrze.
Ostatecznie komiks ten to fajne superhero. Nie zaskoczy niczym nowym, ale dostarcza sporo rozrywki.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek