Co pięć lat w Halloween najbogatsze amerykańskie rodziny przystępują do nietypowej gry. Tuzin najgroźniejszych zabójców na świecie ląduje w niewielkim amerykańskim miasteczku, mając tylko jeden cel: ostatni na placu boju wygrywa. Mieszkańcy Oak Valley w stanie Maine – tegorocznej areny – mają zgoła odmienny cel: przetrwać do rana.
Poznajcie komiks, jakiego jeszcze nie było, stworzony przez JAMESA TYNIONA IV (Coś zabija dzieciaki, Departament Prawdy) i MICHAELA WALSHA (The Silver Coin, Universal Monsters: Frankenstein), współpracujących z wiodącymi nowymi głosami tego medium.
W pierwszym krwawym tomie towarzyszą im PORSNAK PICHETSHOTE (The Good Asian – Dobry Azjata), MARIANNA IGNAZZI (Catwoman), VALENTINE DE LANDRO (Bitch Planet), JORDIE BELLAIRE (w0rldTr33) i BECCA CAREY (Absolute Wonder Woman).
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach serii Exquisite Corpses #1-3.
30.04.2026
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
144
69,00 zł
9788397582668
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2026 | Nagrody Eisnera | Najlepsza nowa seria | Nominacja |

Fanom komiksowej grozy Jamesa Tyniona IV bynajmniej nie trzeba przedstawiać. To twórca, który od lat z chirurgiczną precyzją rozbiera na czynniki pierwsze lęki współczesności, a jednocześnie potrafi bawić się niebywale swobodnie horrorową konwencją. „Wyborne trupy”, jego najnowszy projekt wydany w Polsce przez KBOOM, tylko to potwierdzają. To bowiem rzecz, który nie udaje niczego więcej, niż jest: krwawą i groteskową jazdą bez trzymanki, w której autorzy świadomie mieszają inspiracje, mrugają do odbiorcy zostawiając po sobie tony popkulturowych odniesień i ani przez chwilę nie próbują udawać, że chodzi tu o coś innego niż czystą, nieprzyzwoicie intensywną rozrywkę.
Fabuła opiera się na koncepcie, który widzieliśmy już w popkulturze, ale rzadko w tak bezwstydnie przerysowanej formie. Podczas lektury eielu osobom zapewne całkiem słusznie przyjdzie na myśl filmowa „Noc oczyszczenia”, ale moim zdaniem można z potencjalnymi inspiracjami trafić nawet lepiej, choć na mniejszą skalę - mam tu na myśli „Turniej” z 2009 roku, gdzie trzydziestu najlepszych zabójców świata zjeżdżało się do małego miasteczka, by pod okiem kamer wyłonić zwycięzcę w walce na śmierć i życie. Tu również mamy małe miasteczko - Oak Valley w stanie Maine - tu również pojawiają się zabójcy, a ich zadanie jest równie proste, co brutalne: przetrwać i wyeliminować konkurencję. Różnica polega na tym, że Tynion i Walsh podkręcają wszystko do poziomu groteski, w której każda scena wygląda jak stopklatka z najbardziej szalonych filmów akcji. Plansze wprowadzające postaci przypominają wręcz storyboardy hollywoodzkiej produkcji, jakby twórcy świadomie bawili się językiem kina, przenosząc go na grunt komiksu z pełną świadomością jego przesady.
Sama struktura owego turnieju również ma w sobie coś przewrotnie znajomego. Trzynaście najbogatszych rodzin w Ameryce, reprezentujących różne stany, co pięć lat wystawia swoich zawodników. Ta, której reprezentant przetrwa, zyskuje władzę. To koncept, który przywodzi na myśl z kolei „Zabawę w pochowanego” (czy nawet bardziej jej świeżutką, druga część), gdzie bogate elity traktują ludzkie życie jak pionki w grze. Tynion wykorzystuje ten motyw, by dołożyć niekoniecznie subtelną warstwę krytyki społecznej. Bogacze obserwują turniej z dystansu, obstawiają zakłady i licytują się o to, który zabójca spowoduje najwięcej „pobocznych strat” wśród mieszkańców Oak Valley. Ich amoralność jest tu celowo przerysowana: to ludzie żyjący w bańce władzy, dla których śmierć jest rozrywką, a cierpienie statystyką.
Na drugim biegunie mamy zwykłych mieszkańców miasteczka, którzy nie mają pojęcia, że stali się pionkami w chorej grze. Audrey, harująca za grosze samotna matka, jej nastoletni syn Jamie, Craig i Xavi, para mężczyzn przygotowujących się do Halloween i przejmujących opiekę nad chłopakiem, gdy jego matka jest w pracy. Jest też para ratowników medycznych, Laura i Ian, oraz Mike, drobny diler pracujący na stacji benzynowej. Tynion nie poświęca im tyle miejsca, by uczynić z nich pełnoprawnych bohaterów dramatu, ale wystarczająco dużo, byśmy poczuli, że to ludzie z krwi i kości, wrzuceni w sytuację, której nie rozumieją i z której nie mają jak się wydostać.
A zabójcy? Tu proszę państwa zaczyna się prawdziwa zabawa. Protagonistą – jeśli w oóle można go tak określić- w pierwszym tomie wydaje się bezimienny strzelec, były wojskowy reprezentujący Massachusetts. Kieruje się kodeksem honorowymi liczy na odzyskanie dawnego życia, ale o ile taki zdroworozsądkowy punkt widzenia jest dla nas, odbiorców wręcz konieczny, prawda jest taka, że w galerii barwnych morderców wypada wręcz zaskakująco zwyczajnie. Znacznie ciekawsi i bardziej nieprzewidywalnie są jego konkurenci: pielęgniarz-zabójca, asasynka w lisiej masce z kataną, siłacz z młotem wielkości człowieka, piromanka czy nastoletni maniak gier wideo. Każdy z nich jest przerysowany, absurdalny i groteskowy, co buduje wrażenie, że fabuła może skręcić w dowolnym kierunku. Nawet jeśli da się wyczuć, kto odegra tu większą rolę, różnorodność postaci nadaje historii energię i nieprzewidywalność.
Najważniejsze dzieje się zatem na ulicach samego miasteczku. Zabójcy wtapiają się w tłum lub działają zupełnie jawnie, realizując swoje cele z brutalną konsekwencją. Komiks nie udaje, że chodzi o coś więcej niż o widowiskową rzeźnię… i właśnie w tej szczerości tkwi jego siła. „Wyborne trupy” nie próbują być traktatem o kondycji społeczeństwa ani metaforą współczesnych lęków. To komiks, który chce przede wszystkim bawić: szokować, zaskakiwać, rozśmieszać czarnym humorem i zostawiać czytelnika z szeroko otwartymi oczami.
I trzeba sobie jasno powiedzieć, że robi to znakomicie. To album, który czyta się jak szkicownik do filmu akcji lub pilot serialu, który dopiero rozkręca się na dobre. Kamyczek do ogródka za niewielkie rozmiary, brak twardej oprawy i zakończenie pozostawiające uczucie niedosytu - ale mimo wszystko tego dobrego, wynikającego z chęci natychmiastowego sięgnięcia po kolejną część. Jeśli więc ktoś szuka komiksu, który nie sili się na głębię, ale oferuje czystą, bezpardonową, krwawą zabawę, „Wyborne trupy” spełnią to oczekiwanie z nawiązką. No i oczywiście sprawią, że będzie wyczekiwał kolejnego ich tomu na polskim rynku.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
UWAGA, UWAGA! Ważne ORĘDZIE do Wydawnictwa Kboom:
Szanowni Kboom’owicze, proszę w imieniu komiksiarzy polskich, ażeby jak najszybciej wydać kolejne części Wybornych, gdyż ja już nie mam włosów na głowie, ażby je rwać z niecierpliwości!!
Dziękuję.
A teraz mięsko:
Po 1: Wyborne Trupy to perfekcyjny, doskonały, cudowny i morderczy punkt wyjścia - co to się może dziać w następnych tomach, to ja mam już w głowie 929 pomysłów, które bym zobaczyć chciał.
Po 2: Wyborne są wyborne.
Oak Valley - małe miasteczko w stanie Main staje się areną, na której napierdzielać się będą zwyrole. Seryjni, Szaleni, powaleni i wgl chaos w ciapki na ostro. Najbogatsze rodziny USA urządziły sobie tutaj igrzyska o władzę. Każda z nich wybrała swojego zabójcę i popijając szampana będą sobie podziwiać w najlepsze. ELYTY cholerne.
Wygra ten, który przeżyje. A mieszkańcy? Wywalone, nikt się nimi nie przejmuje. Nikt się tu niczym kurde nie przejmuje. Pamiętacie film Noc Oczyszczenia? Oto właśnie taka noc w komiksie.
W dodatku w Halloween, kiedy dzieciaki zbierają cukierki, a dorośli się wkurzają, że ich dzieciaki same po mieście chodzą i zbierają cukierki.
Wyborne Trupy swoim pomysłem kupiły mnie w moment. Miałem to szczęście, że nie czytałem opisu przed lekturą. Nie miałem pojęcia o czym to będzie, więc ślepia coraz szerzej miałem otwarte z każdą kolejną stroną, kiedy idea się klarowała.
No sztos. Nie ma to tamto. Wizualnie rewelacji tu nie ma, ale jest poprawnie i rysunek daje wybrzmieć fabule. Podobnie jak w Żywych Trupach, tak i w Wybornych Trupach - seria zdecydowanie scenariusz stoi i liczę że stać będzie do końca.
Pyszniak MAX.