Przygodowa opowieść o nowym wcieleniu jednego z najsławniejszych bohaterów popkultury – Zorro! W meksykańskim mieście La Vega rządzi bezwzględny bandzior El Rojo. Każdy, kto mu się sprzeciwi, jest likwidowany. Przed laty taki los spotkał ojca Rosy, która od tamtej pory nie wierzy w dobro ani tym bardziej w legendy. Kiedy spotyka Zorro, widzi w nim szaleńca, a nie obrońcę prostych ludzi. Jednak są tacy, którzy uważają, że dawny bohater naprawdę powrócił… Czy uzbrojony w szpadę zamaskowany mściciel ma szansę walczyć ze złem współczesnego świata?
Scenariusz i rysunki „Zorro” stworzył Amerykanin Sean Murphy, który uwielbia w nowy sposób ukazywać stare opowieści i motywy. Jest autorem tak znanych dzieł, jak „Batman: Biały Rycerz” i „Batman: Klątwa Białego Rycerza”.
24.09.2025
I
Kolor
Twarda
216x285 mm
128
89,99 zł
9788328178090

Nowy komiks Seana Murphy’ego to dość zaskakujący tematycznie wybór. Taki bohater jak Zorro wydaje się być raczej popkulturowym reliktem, dlatego z ciekawością sięgnąłem po nowe dzieło amerykańskiego artysty, licząc, tak jak w przypadku “Batmana. BIałego Rycerza”, na ożywienie skostniałych, gatunkowych motywów. I cóż, trochę się przeliczyłem.
Komiksowy dorobek Seana Murphy'ego, zarówno w roli samego rysownika, jak i w tych w pełni autorskich albumach, w których występuje też w roli scenarzysty zwraca na siebie uwagę różnorodnością i rodzajem twórczej energii, które zawsze emanuje z dynamicznych plansz w jego komiksach. Charakterystyczną, ostrą kreskę znajdziemy również w “Zorro. Z martwych” - w powiększonym albumie rysunki Murphy’ego jeszcze bardziej cieszą oko, a kolorystyka w wykonaniu Simona Gougha, szczególnie we fragmentach wykorzystujących meksykańskie zwyczaje bywa zjawiskowa. Murphy ma w łapie dużo pary, co udowodnił podczas Festiwalu w Łodzi - zresztą “Zorro. Z martwych” był premierą naszykowaną pod festiwal i miejmy nadzieję, że Murphy (razem z Billem Sienkiewiczem) roześle wici wśród kolegów po fachu, że przyjazd do naszego kraju był fajnym doświadczeniem i wkrótce zawitają do nas kolejni komiksowi artyści podobnego kalibru.
Ale wróćmy do komiksu - okładkowa grafika zapowiada klasycznego bohatera w dobrze znanym kostiumie, choć gdy wczytamy się w okładkowy opis, od razu rozumiemy, jak Murphy to sobie wymyślił, żeby fabuła pasowała mu do dzisiejszych czasów. Pomysł jest najprostszy z możliwych - Zorro dzieje się współcześnie, a główny bohater walczy z narkotykowym kartelem. Więc z jednej strony jest to uwspółcześniona wersja Zorro, ale ma też bardzo rzetelną, inspirowaną klasyką podbudowę, która z miejsca sprawia, że akceptujemy pomysł Murphy'ego na tego retro bohatera popkultury.
Fabuła rozgrywa się w miejscowości, z której ponoć pochodził oryginalny Zorro, Diego de la Vega. Co roku podczas obchodów Dnia Zmarłych, w La Vega rozgrywa się spektakl z Zorro jako bohaterem. I właśnie podczas takiego spektaklu dochodzi do dramatu. El Rojo - szef kartelu narkotykowego zabija wcielającego się w Zorro mężczyznę. Robi to na oczach jego dzieci - Rosy i Diego. Na oboje to wydarzenie będzie miało przemożny wpływ - oboje są też kluczowymi postaciami tej fabuły, w której zaraz potem skaczemy wiele lat do przodu, by zobaczyć jak w La Vega odradza się legenda Zorro. W komiksowej teraźniejszości Rosa pracuje dla kartelu jako kierowca. Natomiast Diego to już osobny przypadek - dorosły już mężczyzna stracił kontakt nie tylko z siostra, ale i z rzeczywistością. I to jak ją postrzega, jest kluczem do pokazania nam współczesnej wersji Zorro.
Ten pomysł wydaje nam się naprawde atrakcyjny. Oto Zorro przeniesiony we współczesne realia i jednocześnie Zorro, który zachowuje się jak relikt popkultury. Widac, że zależało Murphy’emu na zderzeniu tych elementów w fabule, bo mogło z tego wyniknąć coś naprawdę świeżego. Problem w tym, że Murphy nie może złapać między tymi elementami odpowiedniego balansu. Z jednej strony naiwność i autentyczna bohaterszczyzna, z drugiej okrucieństwo i egzekwowanie różnych rzeczy poprzez przemoc (to ze strony kartelu, ale też tytułowego bohatera) - z tego równania tworzy się momentami chaotyczny i mało wiarygodny ciąg wydarzeń.
Zorro miał tu być postacią tragiczną, ale jego dezynwoltura wypada wśród padających ludzkich ciał trochę nie na miejscu. Tak jakby Murphy chciał zachować urok dawnych opowieści o Zorro (pamiętam z dawnego serialu szczególnie zabawne potyczki bohatera z sierżantem Garcią), ale też utrzymać twarde realia meksykańskiej scenerii. Ani to się nie udało, ani to - dostaliśmy rodzaj bajki, której fabularne rozwiązania jakoś trudno zaakceptować, bo tworzą fałszywy obraz. Rosa jakby to wszystko wyczuwała - nieustannie miota się w tej fabule, nie mogąc uwierzyć w jak dziwnej historii bierze udział. A nam zostają przede wszystkim smaczki - drugoplanowy bohater z twarzą i nazwiskiem Danny’ego Trejo, kolorowe czaszki z meksykańskiego święta i znakomita galeria okładek na koniec albumu. Trzeba szanować Murphy'ego, że podjął się tego wyzwania, ale rezultat nie jest tak zadowalający, jak w jego próbie reinterpretacji wizji Gotham w Uniwersum DC.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.