Debiut na polskim rynku Sammy’ego Harkhama, jednego z najciekawszych współczesnych twórców komiksów!
Epicka historia o artystycznych ambicjach i o tym, jak potrafią złamać serce. Sammy Harkham wprowadza nas w mroczne kulisy Hollywood w przełomowym momencie w historii przemysłu filmowego, gdy wielkie studia filmowe zaczęły powoli przechodzić do historii, a twórcy kina niezależnego coraz śmielej rozpychali się łokciami.
Rozgrywająca się głównie w Los Angeles w 1971 roku „Krew dziewicy” to historia zbliżającego się do trzydziestki Seymoura, montażysty filmowego o żydowsko-irackich korzeniach, który pracuje dla firmy produkującej filmy z gatunku exploitation. Walka o przetrwanie w branży filmowej, frustracja spowodowana pisaniem scenariuszy na zamówienie i zaślepienie pragnieniem, by za wszelką cenę znaleźć się na reżyserskim stołku, sprawiają, że życie rodzinne Seymoura schodzi na drugi plan, a w końcu zostaje zupełnie podporządkowane pracy.
Ambicja, by tworzyć i nie stracić danej szansy, ściera się tu z próbą uchronienia rodziny przed rozpadem. Kolejne warstwy opowieści ujawniają przyczyny napięć i rozdarcia bohaterów – doświadczenie imigrantów, zderzenie z mitem amerykańskiego snu, rodzinne aspiracje i traumy sięgające Holokaustu.
Niczym kosmiczny kalejdoskop „Krew dziewicy” zmienia się i ewoluuje z każdą stroną, kontekst historii się poszerza, a powstająca dzięki temu misterna sieć marzeń i porażek jednocześnie pozwala czytelnikowi skupić się na najistotniejszym jej aspekcie: gorzkiej cenie, jaką płaci się za wiarę, że wszystko jest możliwe i że życie będzie dla nas łaskawsze niż dla innych.
„Opowieść o opowiadaniu historii… Przywołuje czasy kręcenia niskobudżetowych filmów do kin samochodowych w latach 70. i śledzi ambitne próby młodego człowieka, chcącego zbudować rodzinę i karierę filmowca w tym zdeprawowanym świecie… Komiks z wielkim sercem”.
Art Spiegelman
„Krew dziewicy obejmuje wiele miejsc, dziesięcioleci, doświadczeń i punktów widzenia, ale zawsze zachowuje swój fundamentalnie istotny i skromny ludzki wymiar. Fabuła nigdy nie zmierza w kierunku, którego się spodziewasz, a jednak zawsze wydaje się on właściwy. Ten komiks to złożony i dokładny portret świata, przepełniony urokiem i przedstawiony pewną ręką artysty pracującego u szczytu swoich możliwości”.
– Patrick deWitt
24.01.2026
I
Czerń / Biel
Miękka ze skrzydełkami
197×254 mm
296
149,90 zł
9788368331585
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2026 | Nagroda Translatorska im. Sophie Castille | Najlepsze tłumaczenie komiksu na język polski | Nominacja |
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Michał Szczebak:
Nie będę kłamał, o KRWI DZIEWICY dowiedziałem się dopiero niedawno przeglądając zapowiedzi KG na ten rok. Nie miałem pojęcia jak wyczekiwany to był album w naszym kraju i jaką estymą w amerykańskim undergroundzie darzony jest autor, Sammy Harkham. Dlatego też zaznaczam, że piszę tą opinię z punktu widzenia osoby, którą znaczna część hype'u na ten tytuł ominął, co wydaje mi się warto podkreślić skoro zewsząd słychać praktycznie same głosy pochwalne, osób które na KREW DZIEWICY czekają od lat. Pewnie brzmi to trochę jak wstęp do zjechania komiksu od góry do dołu, ale nie, Harkham dowiózł naprawdę świetny album, który zdecydowanie na ten szum wokół siebie zasługuje!
Całość historii osadzona jest w Los Angeles lat 60., gdzie kino nowego pokolenia twórców powoli wchodzi na salony, a pod tym wszystkim prężnie rozwija się rynek kin samochodowych, a więc i pojawiających się tam filmów klasy B. To właśnie w tym grajdołku działa nasz bohater Seymour, montażysta trailerów z wyższymi ambicjami, który zupełnym przypadkiem dostaje możliwość nakręcenia wymarzonego filmu, tytułowego "Blood of the Virgin". Mamy więc tu do czynienia z niebanalną obyczajówką, w ramach której życie personalne bohatera miesza się z perypetiami na planie, dając nam wgląd w rzeczywistość robionych po macoszemu, ale z sercem (przynajmniej w niektórych przypadkach) filmów grozy klasy B.
Dostajemy tu z jednej strony solidną dawkę krytyki hollywoodzkiego snu, który przyciąga tak wielu, a nobilituje tylko garstkę szczęśliwców wkrótce żałujących, że w ogóle się w ten układ wdali. Z drugiej naprawdę szczerą historię, która ani przez moment nie patrzy na Seymoura z góry, czy to z powodu jego objawiającej się gdzieniegdzie naiwności, czy jego zupełnie ludzkich wad, odbijających się na jego relacji z żoną. Właśnie dzięki tej szczerości Harkham nie popada ani w nadęty dramatyzm, choć to co przeżywa bohater nie należy do przeżyć łatwych, ani w pełnoprawną komedię, która mogłaby zgubić gdzieś po drodze cały ładunek emocjonalny, lub pusty melodramat, który odarł by komiks poczucia autentyczności. Całość jest pod tym względem fenomenalnie zbalansowana, lżejsze sceny świetnie komplementowane są przez te poważniejsze, choć często ciężko postawić twardą granicę pomiędzy jednymi, a drugimi. Efekt końcowy jest taki, że KREW DZIEWICY czyta się wartko i z ogromnym zaangażowaniem, żaden fragment nie odstaje poziomem, a niektóre sceny wbijają się w głowę na długo.
Jeśli chodzi o stronę wizualną to narracyjny formalizm fantastycznie współgra tutaj z cartoonowymi rysunkami, które na szczęście w żadnym momencie nie popadają w przesadę lub karykaturę, trzymając się ram stosunkowo minimalistycznej, acz charakterystycznej kreski. Dobrze w tym wszystkim sprawdza się również trój-kolorowa paleta barw, z dominantą beżu, która fajnie przełamuje standardową czerń i biel, aczkolwiek nałożone przez Kevina Huizenge kolory w rozdziale dziejącym się w złotej erze Hollywood, wyglądają tak niesamowicie, że żałuje, że cały komiks nie jest tak pokolorowany. Być może nie pasowałoby to do koncepcji, ale na pewno wzbogaciłoby wizję amerykańskich lat 70. przedstawionych na tych kadrach.
Jeśli z wypiekami czekaliście na ten album, to z pewnością nie muszę was przekonywać, żebyście po niego sięgnęli. Ale jeśli jakimś cudem czytacie ten post, a do tej pory o tym komiksie nie słyszeliście, to pozostaje mi jedynie serdecznie polecić wam jego zakup i lekturę. Harkhamowi udaje się trudna sztuka oddania trudnej miłości do kina, bez jednoczesnej romantyzacji tego napędzanego wielkimi pieniędzmi, bezlitosnego przemysłu. Z pewnością będzie to również gratka dla fanatyków kina klasy b, szczególnie tego tworzonego w latach 60. i 70., bo autor nie szczędzi tu nawiązań i aluzji do postaci i realiów tamtej epoki. Muszę się przyznać, że ja wyłapałem zaledwie te najbardziej oczywiste, ale też nie miałem jeszcze nigdy okazji zagłębić się w tą niszę (choć temat z pewnością mnie interesuje!), więc jest to chyba jak najbardziej zrozumiałe. Co tu dużo mówić, komiks spełnił oczekiwania i zdecydowanie jest warty polecenia! Kultura Gniewu z przytupem rozpoczęła rok i oby ten poziom tylko utrzymał się w kolejnych miesiącach.