Od długodziobego kaczora z „Mądrej kurki”, poprzez sprytnego, prześladowanego przez pecha wujka z gazetowych pasków Ala Taliaferra, aż po niezapomniane przygody autorstwa Carla Barksa i Dona Rosy… Kaczor Donald przeszedł długą, fascynującą drogę i stał się jedną z najbardziej złożonych i lubianych postaci w historii komiksu.
W pierwszym tomie przekrojowej kolekcji prezentujemy kluczowe momenty z ewolucji Donalda: jego początki, rozkwit w złotej erze amerykańskiego komiksu, włoską reinterpretację z lat siedemdziesiątych, aż po współczesne północnoeuropejskie historie, w których humor, emocje i przygoda idą w parze z nowoczesnym podejściem do klasycznej formy. To coś więcej niż zbiór komiksów. To wędrówka przez epoki, style graficzne i sposoby opowiadania o kaczym bohaterze, który się zmienia… a jednak pozostaje sobą.
10.09.2025
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
264
89,99 zł
9788328163096
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Po cichu liczyłem, że po skończeniu Barksa Egmont pójdzie z kaczo-mysią ofertą w innym kierunku, natomiast zamiary wydawcy okazały się inne, a na najbliższe lata zaplanowano serię "Wielcy bohaterowie Disneya". Nowa kolekcja jeszcze przed premierą wzbudziła trochę emocji, jawiąc się jako projekt nieco karkołomny – 60 tomów, czyli dwa razy więcej od poprzedniej, której publikacja już zajęła 7 lat, do tego (przynajmniej na starcie) powtarzająca sporo materiału. Sam mam do tego pomysłu dużo obiekcji, niemniej kilka aspektów – mnóstwo artykułów, część komiksów wznowiona w innych wersjach niż dotychczas znane oraz te nieliczne nowe historie – spowodowało, że zdecydowałem się jednak sięgnąć po "Zakwakane przygody".
Do samych zebranych tu komiksów ciężko mi mieć uwagi. "Mądra kurka" to ciekawa lektura – prototypowy Donald, bardzo odmienny od obecnego, historia z widocznym morałem i napisana w całości rymowanym tekstem, który nadaje formę bajki i przypomina, że szczególnie z początku docelowym odbiorcą były dzieci. Zaprezentowano tu wersją przemontowaną z pasków gazetowych do standardowego formatu (pierwotna znajduje się w "Naszym wielkim Donaldzie"), co rzuca się w oczy, bo tę konwersję wykonano średnio – duże kadry, oryginalnie rozpoczynające każdy pasek, tutaj umieszczono jako ostatnie na stronie, i jest to dziwna decyzja, przez którą narracja staje się nienaturalna. Przyjemnie czyta się także klasyczne gagi Ala Taliaferro, choć jest ich niewiele, więc stanowią raczej dodatek. Później dostajemy próbkę stylu amerykańskich następców Barksa, Tony’ego Strobla i wczesnego Dona Rosy – zaskakująco podeszły mi ich komiksy, bo jak dotąd Strobl niezbyt trafiał w mój gust, a 10-stronicówki Rosy zawsze traktowałem obojętnie. A wreszcie mała wycieczka do Włoch (Pezzin i Cavazzano) i Holandii (Geradts i Heymans) pokazuje Donalda w innym, może nawet lekko undergroundowym wydaniu.
Pozostała część zbioru to Barks. I tu dochodzimy do problemu – kraje, które zostały zawojowane przez disneyowskie kaczki, tutaj są reprezentowane pojedynczymi historiami bądź wcale. Rozwój postaci Donalda i 30 stron dla Włochów? 10 dla reszty Europy? 20 na klasykę i 30 dla reszty Amerykanów? Owszem, komiksy Barksa są bardzo dobre, a ich dobór uwypukla zmiany zachodzące przez lata w jego twórczości, jednak nie jest to żaden przekrój, jeżeli większość miejsca poświęcamy jednemu artyście, w dodatku temu, którego komplet dopiero co dostaliśmy. I fakt, nie każdy z tych komiksów znałem, nie każdy miałem akurat w pamięci, a niekiedy odbierałem je nieco inaczej niż przy poprzedniej lekturze (np. naprawdę fajny okazał się "Cukierek albo psikus", choć wcześniej średnio mi się spodobał – ale duży wpływ na moje wrażenia miał czas, bo zdecydowanie mocniej trafiły do mnie te historie, które czytałem ostatnio kilka lat temu) i całościowo bawiłem się dobrze – jednak rola, jaką wydawca reklamuje tę antologię, nie do końca została spełniona i tutaj wiele zależeć będzie od tego, jak ułożone będą kolejne tomy.
Publicystyka jest faktycznie obszerna, bo poza artykułem wprowadzającym mamy też krótkie teksty o praktycznie każdym z zawartych komiksów. Motywem przewodnim jest zmieniający się przez lata wizerunek Donalda, a siłą rzeczy najwięcej miejsca poświęcono Barksowu. Autor opracowania zwraca uwagę przede wszystkim na ewoluujący styl rysunków, a skakanie po historiach z różnych lat jest ciekawe, bo widać spore zmiany kreski, które następowały nawet z roku na rok, a które nie były tak odczuwalne, gdy czytało się je zebrane chronologicznie w pełnej kolekcji. Oprócz tego dostajemy parę słów na temat innych twórców, trochę rysu historycznego czy opisu działalności wydawnictw. Muszę przyznać, że tego typu publikacja to w pewnym sensie spełnienie moich dziecięcych marzeń, kiedy zaczytywałem się w artykułach zamieszczonych w starych "Kaczogrodach" i z zazdrością spoglądałem na zagraniczne edycje, chcąc szerzej poznać genezę moich ulubionych komiksów.
Niestety, jak w przypadku wyboru historii, tak i po stronie publicystycznej odczuwalny jest brak różnorodności, bo widząc, jak to jest przygotowane, aż chciałoby się poznać więcej informacji o innych twórcach i ekspansji na kolejne rynki. W kilku momentach zauważyłem również pewne potknięcia – bo może nie błędy, ale raczej niefortunnie sformułowane przez autora (tłumacza?) zdania. Przykładowo pada stwierdzenie, że animacja "Donald i Pluto" była pierwszą, w której kaczorowi nie towarzyszył Miki – a dopiero co omawiana była wcześniejsza "Mądra kurka", gdzie mysz się oczywiście nie pojawiała. Czy też "Złoto piratów" zostaje nazwane pierwszym disneyowskim komiksem – w domyśle Barksa, jednak w zdaniu takie doprecyzowanie nie pada, co zresztą także byłoby uproszczeniem. Z kwestii technicznych odnotowałem jeszcze, że imiona postaci na stronach tytułowych raz są tłumaczone, a raz nie, więc na przemian bohaterem jest Kaczor Donald lub Donald Duck – wypadałoby chyba przyjąć jedną wersję i trzymać się jej cały czas.
Generalnie tom zostawił mnie z mieszanymi uczuciami. To jest naprawdę ładne i estetyczne wydanie, bogate jeśli chodzi o dodatki i złożone z dobrych komiksów. Rzeczywiście, lektura poszczególnych historii i porównywanie do siebie komiksów z różnych epok i różnych autorów jest interesujące, i uwidacznia zmiany w portretowaniu Donalda – szkoda tylko, że w większości ograniczono się do zmian, które zachodziły u Barksa. Nadal też połowa antologii powtarza to, co już w ostatnich latach dostaliśmy po polsku. Tył okładki obiecuje przeglądową kolekcję – "Zakwakane przygody" powiedziały dużo o Barksie, więc pytanie co dalej. Jeżeli to faktycznie będzie przegląd, to te powtórki będzie można wybaczyć, ale w momencie gdy wciąż będziemy się skupiać na jednym nazwisku, a rzesza innych twórców być może nie doczeka się reprezentacji – wtedy sens całości pozostanie znikomy.
Ocena 3/6.