„Urwisko” – nadchodzi eksperymentalny debiut Oli Wasilewskiej
Już za niecały tydzień, równolegle na XVIII Kongresie Kobiet w Krakowie oraz Warsaw Independent Bookfair, nakładem wydawnictwa Wspólny pokój ukaże się Urwisko. Urodziłam cię w Budapeszcie Oli Wasilewskiej.
To eksperymentalna powieść graficzna łącząca warstwę wizualną inspirowaną komiksem z tekstami poetyckimi, a także reportaż non-fiction opowiadający o macierzyństwie, doświadczeniu emigracji oraz zagłębianiu się w nieznany język, umiejętnie wplatający w narrację zapożyczenia z angielskiego i węgierskiego.
To pierwsza tak obszerna publikacja literacka w dorobku autorki, mimo że od dawna zajmuje się ona projektowaniem i ilustrowaniem eksperymentalnych, zaangażowanych społecznie zbiorów poezji, realizacją animowanych wideopoematów oraz innymi formami wizualnego przedstawiania tekstu.
Podwójną premierę zaplanowano na 5-6 września podczas XVIII Kongresu Kobiet w Krakowie oraz Warsaw Independent Bookfair w A.D.A. Puławska.
„Urwisko. Urodziłam cię w Budapeszcie” Oli Wasilewskiej to debiutancka powieść graficzna warszawskiej słowoskładaczki i wideoklipperki, która ukazała się nakładem wydawnictwa Wspólny Pokój. Wrażeniowa i pełna ruchu autofikcja z lekkością notatnika łączy eksperymentalną formę wizualną – zbliżoną do komiksu – z tekstami poetyckimi. Ta książka ma trzy tematy: macierzyństwo, wielojęzyczność i Budapeszt.
Obrazkowa opowieść non-fiction zaczyna się dekadę temu, gdy autorka zakochała się w Węgrze-Australijczyku. „O tym, że Zoltán ma akcent nad „a” w imieniu, dowiedziałam się niedługo przed ślubem. O tym, że język węgierski ma aż 14 samogłosek – już po”. Naukę węgierskiego, swoje „kowidowe hobby”, porównuje do słynnego koncertu Freddiego Mercury’ego, gdy w 1986 w Budapeszcie przed stutysięczną publicznością odśpiewywał folkową piosenkę Virágom, virágom („Kwiatku, mój kwiatku”), odczytując sylaby z dłoni, a euforyczny tłum poniósł kolejne wersy z aplauzem, że w ogóle coś umie. „Pohukujemy jak walenie, w tym kraju, przypominam, bez morza,” konstatuje autorka z humorem. Do mieszanki języków wkrada się też angielski, który niesie codzienność pary w Budapeszcie.
Dziecko planują urodzić poza Polską, bo czarne protesty i zaostrzenie ustaw antyaborcyjnych napawają młodą feministkę przerażeniem. Ale poród w Budapeszcie okazuje się trudnym doświadczeniem, bo bariera językowa cementuje samotność w szpitalu, do którego na widzenia można przychodzić tylko w krótkich okienkach. „Mój pokój to wyrok z wyrkiem”, pisze autorka w ciemnej, depresyjnej części książki, w której opieka nad niemowlęciem ją przerasta, a konflikty w związku przesycone są niewyspaniem i zwątpieniem w siebie. Z położną środowiskową milczy, bo niewiele umie powiedzieć. Na spacerach po Budzie „wytrząsnęło nas po budańsku”, pisze o swojej Buda Babe. A przy tym gdzieś w tle rozbrzmiewa propaganda antyukraińskich plakatów i prorodzinnych wartości, za które ich mała rodzina przyjmuje świadczenia i zniżki. „Dostajemy, bo pasujemy”, pisze.
Urwiską nazywa swoją córeczkę, ale urwiskiem nazwać też można krajobraz wewnętrzny matki, która wciąż od nowa pcha wózek ze szczytu na szczyt wzgórza w Drugiej Dzielnicy. Co wyciąga autorkę z najciemniejszej przepaści, to pogodzenie się z tym, że poprzednie życie już nie wróci, a matką idealną nigdy nie zostanie. Ta malutka, a jednak doniosła przemiana pomaga autorce odnaleźć rytm i zacząć dostrzegać radość z ich wielojęzycznej rodziny. „Jeszcze sobie odbijemy we dwie, spacerując po mieście, jeszcze to miasto zamienimy w nasze, sekretne, pełne własnych tajemnic i powiedzonek! Poranną trasę wypełniam polskim gadankiem: wszystko sobie opowiadamy od nowa; wczorajszy odcinek węgierskiej bajki o szarvasbogár (jelonek rogacz) i dramaty między dziewczynkami (czy dziś Dóri jest twoją najlepszą przyjaciółką?). Zbieramy aronię na ulicy Berkenye i nie mówię jej, że to ulica Aroniowa. Niech to sobie odkryje sama.” Powieść kończy się sceną z wyborami i nadzieją, że to miejsce, w którym autorka założyła rodzinę stanie się trochę bardziej swoje.
Wasilewska daje nam gęstą, zrytmizowaną, nasyconą znaczeniami prozę, w której poczucie splątania i obcości – jako matki i nomadki – oddawane jest w lingwistycznym przemieszaniu języków: polskiego, węgierskiego i angielskiego. Joanna Mueller
Od zawsze chciałem zrobić książkę taką jak ta, z rysunkami i tekstem, ale nie komiks. Tylko że nie znalazłem powodu tak dobrego, jaki miała do tego Ola Wasilewska. Zbigniew Libera
Urwisko. Urodziłam cię w Budapeszcie
„Urwisko. Urodziłam cię w Budapeszcie” Oli Wasilewskiej to debiutancka powieść graficzna warszawskiej słowoskładaczki i wideoklipperki, która ukazała się nakładem wydawnictwa Wspólny Pokój. Wrażeniowa i pełna ruchu autofikcja z lekkością notatnika łączy eksperymentalną formę wizualną – zbliżoną do komiksu – z tekstami poetyckimi. Ta książka ma trzy tematy: macierzyństwo, wielojęzyczność i Budapeszt.
Obrazkowa opowieść non-fiction zaczyna się dekadę temu, gdy autorka zakochała się w Węgrze-Australijczyku. „O tym, że Zoltán ma akcent nad „a” w imieniu, dowiedziałam się niedługo przed ślubem. O tym, że język węgierski ma aż 14 samogłosek – już po”. Naukę węgierskiego, swoje „kowidowe hobby”, porównuje do słynnego koncertu Freddiego Mercury’ego, gdy w 1986 w Budapeszcie przed stutysięczną publicznością odśpiewywał folkową piosenkę Virágom, virágom („Kwiatku, mój kwiatku”), odczytując sylaby z dłoni, a euforyczny tłum poniósł kolejne wersy z aplauzem, że w ogóle coś umie. „Pohukujemy jak walenie, w tym kraju, przypominam, bez morza,” konstatuje autorka z humorem. Do mieszanki języków wkrada się też angielski, który niesie codzienność pary w Budapeszcie.
Dziecko planują urodzić poza Polską, bo czarne protesty i zaostrzenie ustaw antyaborcyjnych napawają młodą feministkę przerażeniem. Ale poród w Budapeszcie okazuje się trudnym doświadczeniem, bo bariera językowa cementuje samotność w szpitalu, do którego na widzenia można przychodzić tylko w krótkich okienkach. „Mój pokój to wyrok z wyrkiem”, pisze autorka w ciemnej, depresyjnej części książki, w której opieka nad niemowlęciem ją przerasta, a konflikty w związku przesycone są niewyspaniem i zwątpieniem w siebie. Z położną środowiskową milczy, bo niewiele umie powiedzieć. Na spacerach po Budzie „wytrząsnęło nas po budańsku”, pisze o swojej Buda Babe. A przy tym gdzieś w tle rozbrzmiewa propaganda antyukraińskich plakatów i prorodzinnych wartości, za które ich mała rodzina przyjmuje świadczenia i zniżki. „Dostajemy, bo pasujemy”, pisze.
Urwiską nazywa swoją córeczkę, ale urwiskiem nazwać też można krajobraz wewnętrzny matki, która wciąż od nowa pcha wózek ze szczytu na szczyt wzgórza w Drugiej Dzielnicy. Co wyciąga autorkę z najciemniejszej przepaści, to pogodzenie się z tym, że poprzednie życie już nie wróci, a matką idealną nigdy nie zostanie. Ta malutka, a jednak doniosła przemiana pomaga autorce odnaleźć rytm i zacząć dostrzegać radość z ich wielojęzycznej rodziny. „Jeszcze sobie odbijemy we dwie, spacerując po mieście, jeszcze to miasto zamienimy w nasze, sekretne, pełne własnych tajemnic i powiedzonek! Poranną trasę wypełniam polskim gadankiem: wszystko sobie opowiadamy od nowa; wczorajszy odcinek węgierskiej bajki o szarvasbogár (jelonek rogacz) i dramaty między dziewczynkami (czy dziś Dóri jest twoją najlepszą przyjaciółką?). Zbieramy aronię na ulicy Berkenye i nie mówię jej, że to ulica Aroniowa. Niech to sobie odkryje sama.” Powieść kończy się sceną z wyborami i nadzieją, że to miejsce, w którym autorka założyła rodzinę stanie się trochę bardziej swoje.
Wasilewska daje nam gęstą, zrytmizowaną, nasyconą znaczeniami prozę, w której poczucie splątania i obcości – jako matki i nomadki – oddawane jest w lingwistycznym przemieszaniu języków: polskiego, węgierskiego i angielskiego. Joanna Mueller
Od zawsze chciałem zrobić książkę taką jak ta, z rysunkami i tekstem, ale nie komiks. Tylko że nie znalazłem powodu tak dobrego, jaki miała do tego Ola Wasilewska. Zbigniew Libera
Dofinansowano ze środków MKiDN pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.
5.09.2026
I
Czerń / Biel
Miękka
155×210 mm
256
45,00 zł
9788396905055
















